Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 września 2017

Jesienny kot - konkurs

Witajcie :)

Dziś post będzie zupełnie nie rękodzielniczy.
Dziś będzie o kocim konkursie.
Krysia z bloga: klub kota jasna 8, dobra dusza wszystkich stworzeń, organizuje konkurs. Tematem konkursu jest: 



Temat ciekawy, bo interpretacji może być mnóstwo. 
Co robią koty jesienią, gdy  za oknem szaro, mokro? A co robią gdy złota polska jesień maluje liście na ciepłe żółcie i pomarańcze?
Według moich informacji, to samo co o każdej innej porze roku :)
 
Postanowiłam wziąć udział w konkursie, bo ja przecież mam  koteczkę, która w jesienne kolory wpisuje się idealnie.

Eranka i jej zdjęcie konkursowe

  


To by było na tyle. Zapraszam Was do zaglądania  na blog Krysi. Można się dużo dowiedzieć o zwyczajach naszych milusińskich i dzikich zwierzaków :)

Pa :)



niedziela, 29 maja 2016

Majek się leczy

Witajcie,
na samym początku, dziękuję wszystkim za dobre myśli, ciepłe słowa i ciche modlitwy za Majka. Kociak jeszcze nie jest zdrowy, ale już widzimy światełko w tunelu. Zaczął jeść i pić, gorączki już nie ma. Wczoraj  już nie wymiotował. Kupa już nie jest smolisto-czarna, więc mam nadzieję, że krwawienie z przewodu pokarmowego również ustało. Nadal dostaje leki p/krwotoczne, antybiotyk i kroplówkę. Od soboty okazuje kocie zachowanie: myje się, ostrzy pazurki i mruczy jak traktorek. A do tego jest przytulaskiem wielkim :)
W piątek pan doktor stwierdził: nie chce zapeszać, ani mówić na zapas, ale już jest lepiej :)
Na weekend dostaliśmy do domu zestaw leków oraz kroplówki. A tak Majek znosi te zabiegi


Wystarczy przy nim być i głaskać, wtedy leży sobie spokojnie, cierpliwie i mruczy :)
Oczywiście jest jeszcze słabiutki. Wczoraj wieczorem pospacerował, pod nieobecność naszych kotów, po całym domu. Wywąchał wszystkie zakamarki i wrócił do pokoiku. Szuka ludzkiego ciepła i bardzo lubi bliskość człowieka. A jeszcze dwa tygodnie temu zwiewał na sam widok ludzi.


Jutro znów do lekarza. Musimy sprawdzić morfologię i brzuszek. Ale tak sobie myślę, że skoro już jest zainteresowany sobą i otoczeniem, to może...może... daj Boże  :)


wtorek, 24 maja 2016

Majek, jest źle :(

Majek, kot cierpliwie znoszący wszystko, nic nie żąda, niczego nie wymaga, tylko prosi i smuci się...
Zniósł dobrze operację, czyszczenie ran, zastrzyki. A w sobotę przestał jeść i pić, tylko leżał na posłanku niczym nie zainteresowany. W niedziele rano zagorączkował znów do 39,6. Pojechaliśmy do weta. Kroplówka, leki p/gorączkowe, p/bólowe, rozkurczowe. Po powrocie nadal nic nie zjadł, polizał troszkę wody. Do poniedziałku znów odwodniony. Do szpitaliku. Na dzień wczorajszy, testy na Velv/Viv ujemne, więc to nie kocia białaczka. Dołączyła się żółtaczka, morfologia leci w dół, a Majek nadal w apatii. Usg nie wykazało płynu w jamie brzusznej, jednak wykluczyć do końca FIP nie można :(
Dziś Majek znów jest w szpitaliku...czekamy...


Haniu i Ewuniu, napiszę posta, ale proszę o czas. I o kciuki za to malutkie, cierpliwe stworzonko.

czwartek, 19 maja 2016

Majek

Od kwietnia pod nasz dom przychodził kot. Bida straszna, chudziutki, wystraszony, brudny. Nie bał się naszych kotów, bał się nas, ludzi. Na nasz widok uciekał natychmiast, jak najdalej...
Wystawialiśmy mu jedzenie przed dom, a gdy było zimno w drewutni zrobiłam mu posłanko. Od niedawna zaczął przychodzić codziennie, aż w końcu głód stał się straszniejszy od strachu. I tak codziennie bliżej, bliżej tarasu i bliżej człowieka. Dwa tygodnie temu poszedł już na wyciągniecie ręki.


Po dwóch tygodniach dokarmiania dobrą karmą wyglądał już dużo lepiej. Zamieszkał w drewutni. Ale nadal nie dał się złapać. Widać było jak jadł, że z pyszczkiem coś nie tak. Nosek się podgoił.

Wczoraj wieczorem koci tata zwabił koteczka do domu. Zaniósł do pokoju na uboczu, i znów pokoik zmienił się na koci szpitalik. Dziś na sygnale do weta. Sprawa ma się tak:
Złamany nos w fazie gojenia, rana cięta wargi, rana cięta łapy tylnej ok. 3 cm, nie można jej zszyć, bo jest szeroka, zropiała. 6 zębów wybite, reszta ząbków zropiała w szczęce. Liczne rany cięte na ciele. Pchły, kleszcze. Kocio przyszedł po ratunek. Wieczorkiem odebraliśmy koteczka z kliniki, po generalnym remoncie. Teraz leży sobie w naszym szpitalnym pokoiku. Zjadł chętnie jedzonko. Cały czas mlaska głośno... ząbków w buzi szuka :)

Teraz już będzie dobrze :)

A ponieważ jest to trzeci maj, w którym do nas trafia kocie nieszczęście, postanowiliśmy dać mu na imię Majek. Może odczarujemy te majowe nieszczęścia kocie.

Zobaczysz Majku, będzie z ciebie jeszcze piękny kocurek :)

Taki Majuś Biduś 



Ps.
Znam już historię Majka... ludzie są wstrętni...


środa, 17 lutego 2016

Słów kilka o niezdrowym jedzeniu

Witajcie :)
Witam również bardzo serdecznie Małgosię. Bardzo się cieszę z Twojej obecności, proszę rozgość się zapraszam, zostań na dłużej :)
Temat jedzenia nasunął mi się przy robieniu jedzonka dla sikorek i innych ptaszyn zlatujących do karmników w moim ogrodzie. Co ptaszki zimą lubią najbardziej?



Oczywiście tłuszcz ze słonecznikiem i orzechami, a dzięcioł przylatuje i wydziobuje co większe skwarki.
Dziś robiłam kolejną porcję ptasiego jedzenia. Z każdej porcji na kromkę świeżego chleba odbieram sikoreczkom część gorących, chrupiących  skwareczków, posypanych obficie majerankiem (dla zdrowotności) . Pycha! Baaaardzo niezdrowo.


Żeby nie było, nie polecam takiego jedzenia. Pokazuję tylko jak niezdrowe jedzenie może wyglądać, bo ostatnio pod hasłem "niezdrowe jedzenie" kryją się tylko fast-foody.
Tak więc wsłuchując się w kuchni otulonej cichością, w delikatne trzeszczenie aromatycznych skwarków między moimi zębami, myślałam nad tematem.
Doszłam do wniosków prostych i wcale nie zaskakujących. Mój organizm jest stworzony do jedzenia polskich potraw, polskich owoców i warzyw. Zresztą jest to taka moja własna zasada żywieniowa ( nie badana chyba naukowo). Skoro urodziłam się tu, w tym klimacie spędziłam całe życie, wobec tego najzdrowsze są dla mnie produkty, które w tym samym klimacie co ja wyrastają (jeśli tak można powiedzieć).
Nie ruszają mnie artykuły ani opisy jedzenia czy picia produktów przywiezionych "skąśtam", zwłaszcza, że nie wierzę w ich ekologiczna siłę. Masowa produkcja żywności na całym świecie wygląda podobnie.
Kolejna sprawa, to lubię zjeść :) Aromatycznie i syto. No tak mam i dobrze mi z tym.
Mięso najbardziej mi smakuje pieczone i z sosem, a zupa gęsta i zaprawiona śmietaną. Na słodko chętnie zjem jabłka smażone w naleśnikowym cieście, lub chrust, który usmażę sama (kupny odpada).


 No to teraz mi się dostanie za ten post. Ale musiałam się z Wami podzielić moją miłością do jedzenia :)
A jakby ktoś z Was był zainteresowany jak takie niezdrowe jedzenie zrobić, zapraszam TUTAJ. Powyższe zdjęcia są mojego autorstwa, a potrawy na nich, wykonane przeze mnie.

***

Dziś jest Światowy Dzień Kota 

Julek
 Batman

Eranka

Tola

DOM SZCZĘŚLIWYCH KOTÓW
Niemal założyć się jestem gotów,
bo wątpliwości moich to nie budzi,
że gdzie jest dom szczęśliwych kotów,
tam jest i dom szczęśliwych ludzi.
-Franciszek Klimek-

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Koronkowe poduszki

Witajcie Kochani :)

Bardzo wszystkim dziękuję za dostarczanie mi energii, która niewątpliwie będzie mi potrzebna, żeby wytrwać w karteczkowej zabawie. Bo, że namówiłyście mnie, to już w komentarzach pisałam. Zresztą, przecież to Wy będziecie te karteczki dostawać, to chyba wiecie co mówicie  :)))). Póki co, grzeję żelazko do produkcji kolejnych tekturek, bo na tym będę bazować. Tak sobie założyłam.

A dziś powrót do szydełka. Na jedno z cyklicznych wyzwań u Danutki, pokazywałam czekoladowe poduszki. Dziś kolejne dwie poleciały do koleżanki.
Robione kordonkiem Kaja15, szydełkiem 1,25. Spód jest w kolorze czekoladowym. Poszewki zasuwane na zamek, rozmiar 40x40.


I jeszcze zdjęcie na brązowym tle.


Mam nadzieję, że koleżance się spodobają :)
Przy kartkach dobrze się bawiłam, przy szydełku odpoczywam :)

***

Zima, śnieg, mróz, a lubię ciepło, lato i słońce, ale Eranka to już chyba lekko przegina ...


Na pergoli, jak co roku wisi karmnik dla ptaszków i słoninka. Batmankowi nie daje to spokoju i wciąż kombinuje jakby tu się dostać do tych dobroci :)


Ptaszki w tak zrobionym karmniku są bezpieczne, koty im krzywdy nie zrobią.

 Tyle na dziś, pozdrawiam Was serdecznie i do następnego :)


środa, 22 kwietnia 2015

Miło jest :)))

Witajcie :)

Dlaczego miło? Bo:
1. Mam swojego laptopa :) Mąż z synem bardzo się postarali i wreszcie mam możliwość posiedzieć z Wami.
2. Pogoda robi się coraz ładniejsza, słoneczna, ciepła, wspaniała.
3. A najbardziej mnie ucieszyła przesyłka jaką dostałam od Danusi :) Jesienią rozmawiałyśmy o marcinkach, których Danusia ma na swojej działce kilka kolorów. Ja nie mam niskich marcinków, a bardzo lubię jesienne kwitnące rabatki. Danusia zaproponowała, że wyśle mi na wiosnę kilka kępek marcinkowych, tylko, żebym się przypomniała. Oczywiście się nie przypomniałam, ale Danusia pamiętała :))))) W ubiegłym tygodniu dostałam paczkę, a w niej całe mnóstwo kwiatuszków, nie tylko marcinków. Patrzcie i płaczcie ( z zazdrości oczywiście )

Wszystkie roślinki zostały posadzone, choć kilka znalazło się w donicach. Tak mnie zaskoczyła ilość podarowanych roślinek, że nie przygotowałam odpowiednio dużej rabatki. Nowa rabata jest w trakcie przygotowywania, więc jak tylko skończę ulepszać ziemię, roślinki z donic trafią na rabatę :)
Danusiu, jesteś Kochana !!! Bardzo Ci jeszcze raz dziękuję :)

I  jak tu się nie cieszyć?

Danusia nie chciała pieniędzy za roślinki, ani nawet zwrotu kosztów za przesyłkę. I w ten właśnie sposób roślinki stały się częścią prywatnej wymianki. Ja swój prezent dostałam, a Danusia powiedziała, że chciałaby zwykłą siatkę na zakupy. Tylko z długimi uszami, żeby można było założyć na ramię i z kieszonką :)
Danusiu, przesyłka już spakowana, jutro poleci sobie do Ciebie :)
Teraz czuję dreszczyk niepewności. Czy Wy też tak macie, że wysyłając coś komuś, obawiacie się, czy to co zrobiłyście będzie się podobać, będzie odpowiednie, trafi w gust?

A na dobranoc LAPKOT


Do następnego razu, papa :)))

wtorek, 17 lutego 2015

Światowy Dzień Kota

Ponieważ to ich dzień, należy się ten post :)

Julek i Batman

Tola
Pies patrząc na swojego pana myśli: daje mi jeść, bawi się ze mną, kocha mnie, dba o mnie... chyba jest Bogiem.
Kot patrząc na swojego pana myśli: daje mi jeść, bawi się za mną, kocha mnie, dba o mnie... chyba jestem Bogiem.

Żeby każdy kotek miał swój domek i kochających ludzi :)

czwartek, 5 lutego 2015

Nasza Pusia

Witajcie,
witam serdecznie również Anstahe wśród moich nowych obserwtorów. Cieszę się, że znalazłaś czas i zaglądnęłaś, zapraszam, zostań na dłużej :)

U mnie dni lecą jak oszalałe jakieś. Ostatnie były dość nerwowe. Nasza sunia Pusia, straciła przytomność w nocy z poniedziałku na wtorek. Zdążyła nas powiadomić, że coś się dzieje niedobrego, oszałamiającym skowytem, jakby rozpaczliwe, głośne wołanie o pomoc. Potem przewróciła się bezwładna. W pierwszej chwili myśleliśmy, że to już koniec, ale osłuchałam ją i serduszko biło, bardzo wolno, ale biło. Oddechy niewyczuwalne. Decyzja, jedziemy do kliniki. Gdy ją wzięłam, żeby włożyć do kontenerka, otworzyła oczyska i usiadła. Jednak nie czekaliśmy, zwłaszcza, że serducho przyspieszyło do ogromnego tempa. W klinice podjęliśmy decyzje, że zostanie w szpitalu na obserwacji. Z badania przy przyjęciu wyszła arytmia. I została... boszszszsz... te oczy, które na nas patrzyły jak wychodziliśmy... Nie da się wytłumaczyć psu, że nie zostawiamy jej na zawsze...
I myślałam tylko o tym, że jak tam umrze, to będzie sama, bez nas...
W domu koty do rana szalały jak opętane. Zupełnie nie wiem co w nie wstąpiło. Czy coś czuły?
Już jest dobrze :) Po badaniach krwi, które potwierdziły chorą od lat wątrobę, nic więcej złego nie wyszło. Echo serca wykazało niedomykalność zastawki trójdzielnej i wypadanie płatka zastawki mitralnej. Zmiany zwyrodnieniowe na zastawkach. Zaburzenia przewodnictwa.
W potocznym języku, znaczy to że krew się cofa do tyłu zamiast być przepychana dalej na obwód. Do tego dochodzi nierówne bicie serduszka.
Podajemy nowe leki. Punia większą część dnia i nocy przesypia. W okresach czuwania, jest przytulaśnym psiaczkiem. Najważniejsze, że nic ją nie boli :)
Mamy szczęście mieć dobre weteki w przychodni HYRAX w Krakowie, oraz Klinikę ARKA, całodobowy szpital z przychodnią, który ratuje nam życie w godzinach nocnych i świątecznych :)
                                         *********************************************

A w ogrodzie nadal zima i standardowo goście


                                          ********************************************

Robótkowo nie mam nic do pokazania. Nie znaczy to, ze nic nie robiłam. Robiłam, ale pokazać będę mogła, jak dotrze do nowych właścicielek :)
Robiłam też oczywiście zdjęcia moich prezentów w zabawie "podaj dalej", utwierdzając się w przekonaniu, że namiot bezcieniowy, jest najlepszą kocia budką na świecie.


Tola

Teraz zabieram się za kolejne zobowiazanie, wymiankę z Bożenką.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, które zostawiacie :)


czwartek, 2 października 2014

Koci łowca

Witam serdecznie nowe obserwatorki Basię, Renię, Agatę i Małgorzatę, bardzo się cieszę, że znalazłyście czas i chęci na wstąpienie w moje progi, zapraszam do pozostania na dłużej :)

Dzisiejszy post będzie koci. A dlaczego nie w zakładce Moje małe wielkie szczęścia? Tym razem dlatego, że muszę pochwalić mojego łowcę. A jest nim Tola, ostatnia ze znalezionych kocich nieszczęść. Tolcia ma się świetnie o czym świadczy wiszące brzusio i niemożność wyskoczenia na poziomy szaf, bo doopka za ciężka. No tak, przytyło się kotuni całe 60 deko, a to dla malutkiej kotki dużo dosyć. Zjada wszystko co w misce ma i co w miskach innych zostanie. Jak misia pusta, to Tolunia siedzi i wzrokiem zagłodzonego koteczka patrzy na ludzi.
Jednak to, że dupcia przyciężkawa się zrobiła nie przeszkadza kici być łowca doskonałym. Pozostałe moje koteczki przynoszą zdobycze drobne: ryjówki, polne myszki, czasem kret też się znajdzie. Tola natomiast poluje na większe gabaryty: mysiory, karczowniki i to takie wypasione, dorodne. Zupełnie jakby wiedziała, że małą myszką tak duzi duzi sobie nie pojedzą. Zawsze przynosi zdobycz do spiżarki i wszystkim ogłasza donośnym skrzekiem, że jest i jedzonko przyniosła. Potem siada obok miseczki i czeka na mleczko :)
Dziś nad ranem obudziło mnie stukanie kocich drzwiczek. Myślałam, że Batman bawi się nimi, a w środku nocy nie fajna to zabawa. Zeszłam na dół, a w spiżarce Tola właśnie wtaszczyła stwora tak dużego, że nie mogła się z nim zmieścić w kocich drzwiczkach. Przyniosła SZCZURA! Niedawno na blogu u Krysi z bloga http://klubkotajasna8.blogspot.com/, czytałam, że nie każdy kot potrafi złowić szczura. A więc moja Tola, to łowca doskonały :) A tak poczciwie wygląda, prawda?


A szczur miał 30 cm długości, razem z ogonem:)

Wrażliwe osoby przepraszam, ale musiałam się pochwalić moim łowcą ;)
Do następnego :))))

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Serweta patchworkowa

Witajcie,
dziękuję Wam za komentarze, kciuki i miłe słowa, które od Was otrzymałam :) Witam również bardzo serdecznie nową obserwatorkę Ewarost rozgość się, zapraszam :)
Tola spaceruje sobie po całym domu, z kotami się ani nie zaprzyjaźnia, ani z nimi nie zadziera. Apetyt ma dobry. Tylko taka jakaś cichutka bardzo jest... nie skacze, nie bawi się, smutasek nasz. W czwartek idziemy na kontrolę do weta i na szczepienia.







A w minione deszczowe dni powstała patchworkowa serwetka, której wzór dostałam od Tereski z bloga Robótki babci Tereski. Kto jeszcze nie zna Tereski i Jej bloga koniecznie musi tam zajrzeć, bo Tereska jest bardzo uzdolnioną osobą i Jej rękodzieło zawsze mnie zachwyca :)
A tak wygląda moja serweta.

Jestem w trakcie robienia abażurku na lampkę, bo lampka stareńka i bardzo beznadziejna ;)





Na razie żegnam Was, dziękuję, że do mnie zaglądacie i życzę cudnego, ciepłego tygodnia.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

U weterynarza jak w SPA :)

 Witam Was wszystkich, bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, które od Was dostałam pod poprzednim postem. Zawsze cieszę się, że jest tyle ludzi, którym dobro zwierząt leży na sercu. Wasze komentarze pokazują, że serca macie wielkie :)
Wszystkie Wasze komentarze można przeczytać TUTAJ 
Wszystkie przeczytałam, a odpowiedź zamieszczę w tym osobnym poście.

Byliśmy z koteczką u weterynarza. Mamy bardzo dobrą panią doktor :)
Po pierwsze okazało się, że kotinka ma około 2-3 latka, co nas zdziwiło, bo drobniutka jest bardzo i malutka. Miała zrobione USG, czy nie jest kotna. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo. Obraz wskazuje na powiększenie macicy, niewielkie, ale jednak. Za tydzień kontrola.
W najgorszym stanie jest pyszczek. Jak powiedziała pani doktor na podniebieniu ogromna rana, schodząca do przełyku, na języku rana cięta. Widoczne są oznaki gojenia.  Pod noskiem nad górną wargą świeża blizna, po przebytym urazie. Kotek na coś się nabił. A ja myślę, że sam to on się nie nabił, bo kotki nie biegają z otwartym pyszczkiem nabijając się na patyki.

Koteczka dostała tabletkę na robale. W czasie USG leżała sobie wyluzowana na pleckach i paczyła tymi swoimi wielgachnymi oczyskami na ekran. Potem obcinanie pazurków - zupełny luz, po kolei każada łapka.

No tak, po brzuszku wymiziali, manicure i pedicure zrobili... kocie SPA :)

Acha. Na imię koteńka ma Tola :)


sobota, 31 maja 2014

Nie możemy przejśc obojętnie ...

Wczoraj mąż przyniósł do domu malutką dziewuszkę. Bardzo głodną, bardzo chudą, bardzo słabą, oblepioną kleszczami. Kociulka dała sobie wyciągnąć wszystkie kleszcze, nie drapie, nie gryzie, mizia się i chce człowieka. Na razie spędza czas w osobnym pokoju, czekając na miseczkę. Kupka była, siku też, prosto do kuwetki :) W poniedziałek idziemy do wetki. Kotka na pewno jest z któregoś z gospodarstw. Ale: jest wychudzona, bardzo głodna, zakleszczona, coś nie tak ma z pyszczkiem, co okaże się u wetki, bo my nic nie widzimy w buzi.
Kot do nas przyszedł sam, a właściwie przywlókł się, nawet nie miała bardzo siły uciekać. Zaczniemy ją leczyć i na pewno zostanie u nas, może znajdziemy jej domek, ale to musiałby być ten najlepszy.
Czy ktoś może mi zarzucić, że mu ukradłam kota?
Nie pogodzę się z opinią panującą w wielu domach na wsi, że kot ma się sam wyżywić łapiąc myszy. Efekty tego widzę bardzo często i nóż mi się w kieszeni otwiera.



piątek, 16 maja 2014

Trudne chwile z obróżką Foresto

Witam na blogu Marysię, miło Cię gościć w moich progach :)

Dziś chciałam się z Wami podzielić spostrzeżeniami na temat obróżek przeciwkleszczowych.  Pisałam na początku maja, że kotki dostały obróżki. Po założeniu, kilkanaście minut był płacz i chęć ich ściągnięcia, potem się przyzwyczaiły. Niestety Batmanek w czwartym dniu zaczął drapać szyjkę, w piątym dniu już drapał się cały czas, ocierając również o każdą powierzchnię. Jak był na zewnątrz tarł bokiem szyi o kamyki na podjeździe. W ciągu tego jednego dnia wydrapał sobie futerko w kilku miejscach naokoło, a skóra nie wyglądała dobrze.





Takie zaczerwienione, sączące miejsca miał naokoło całej szyi. Obróżkę ściągnęliśmy, wszystkie ranki smarowałam płynem dezynfekcyjnym 3-4 razy dziennie. Już wszystko się zagoiło. Po ściągnięciu obroży przestał się drapać. Na pewno w ustaniu świądu pomógł płyn do dezynfekcji. Teraz czekamy, aż futerko odrośnie. Rozmawiałam z Panią weterynarz, ale nigdy nie spotkała się z takim działaniem tej obróżki. Mam spróbować przemyć obrożę w zimnej wodzie i założyć ponownie.
Julcio dostał dokładnie te same objawy, dwa dni później. Również obrożę mu ściągnęłam.
Na razie jednak efekt jest taki, że nawet bez obroży nie mają kleszczy. Z tego akurat się cieszę :) Choć z efektów ubocznych nie jestem zadowolona. Póki co, obróżki sobie leżą w puszce.
Wiem, że właściciele psów są bardzo z tych obroży zadowoleni. Podobno sprawdza się bardzo u kotów. U mnie się nie sprawdziła.

Na polu leje i wieje. Życzę wszystkim słoneczka i ciepłej aury :)

czwartek, 1 maja 2014

Niech się święci pierwszy maja ...

Pamiętacie to hasło? Ja pamiętam. Najpierw był pochód, kolorowo, radośnie.I zawsze była piękna pogoda. Pochody oglądałam z okna w pracy u mojej mamy. Bardzo chciałam wtedy dorosnąć i nosić wielką flagę, albo jakiś napis olbrzymi, wymachiwać szturmówką... Potem dorosłam i już zrozumiałam. Szkołę średnią z tego okresu wspominam jako ciągłą walkę o niechodzenie na pochody i niebycie w ZSMP. Kurcze, przez cztery lata miałam obniżone zachowanie na świadectwie, bo nie chodziłam na pochody pierwszomajowe ze szkołą i nie byłam członkiem ZSMP   ( co jak co, ale w członka to ja się nie daję robić;)). Dobrze, że te czasy minęły.
Dziś jest to święto grillowe niemalże :)  A ja znów zapomniałam uszyć flagę. Zaraz siądę przy maszynie i może uda mi się ją wykonać. Co roku sobie obiecuję, a potem przechodzą dni majowego weekendu i zapominam... do następnego maja :)

A w maju w moim ogrodzie kwitną bzy...a ten zapach...


Pod lasem rozwija się paprociowy gąszcz.


Niestety jest też nawał kleszczy. Kociaki dostały obróżki Foresto, bo zakrapianie karczków nic nie daje. Batmanek przeżył to najgorzej, wpadając w atak ostrej histerii. Ale już jest dobrze, a na rączkach najlepiej :)


Eranka jak na damę przystało, unika promieni słonecznych :)

A Julcio poszedł na polowanie i tyle go widzieli.

Pozdrawiam Was wszystkich majowo, witam na blogu foggię i pędzę do maszyny, może w końcu będę miała tę flagę ;)

Edycja godz. 12.50
Mam :) Biegałam z ta flagą jak "kot z pęcherzem". W końcu znalazłam jej miejsce na pergoli przed domem. Mam nadzieję, że nie będzie padał deszcz.



Spokojnego wypoczynku majowego :)