Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pusia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pusia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2015

Wiersz o tęczowym moście...

Czy dotarłaś bezpiecznie, kochana,
po drabinie z bielutkich obłoków,
do tęczowej, świetlistej bramy?
Uchylona, choć nie słychać twych kroków

Wsuń łapeczkę w szparę , w tę niebieską,
teraz główkę; widzisz most? – piękny pewnie!
Nie bój się, podążaj jak ścieżką,
drugi brzeg to Twój dom, choć beze mnie.

No a ja, chociaż serce mi pęka, myślę tutaj o Tobie z uśmiechem,
przecież wiem, kto na Ciebie tam czeka.
Znam ich, wiedzą, że idziesz.
Już lepiej?
Bądź szczęśliwa w tęczowej krainie, ja swą miłość Ci czasem podeślę,
- zbieraj ją, gdy do Ciebie dopłynie, ale czasem odwiedź mnie, choć we śnie.
                                                                                 (źródło Internet)


czwartek, 5 lutego 2015

Nasza Pusia

Witajcie,
witam serdecznie również Anstahe wśród moich nowych obserwtorów. Cieszę się, że znalazłaś czas i zaglądnęłaś, zapraszam, zostań na dłużej :)

U mnie dni lecą jak oszalałe jakieś. Ostatnie były dość nerwowe. Nasza sunia Pusia, straciła przytomność w nocy z poniedziałku na wtorek. Zdążyła nas powiadomić, że coś się dzieje niedobrego, oszałamiającym skowytem, jakby rozpaczliwe, głośne wołanie o pomoc. Potem przewróciła się bezwładna. W pierwszej chwili myśleliśmy, że to już koniec, ale osłuchałam ją i serduszko biło, bardzo wolno, ale biło. Oddechy niewyczuwalne. Decyzja, jedziemy do kliniki. Gdy ją wzięłam, żeby włożyć do kontenerka, otworzyła oczyska i usiadła. Jednak nie czekaliśmy, zwłaszcza, że serducho przyspieszyło do ogromnego tempa. W klinice podjęliśmy decyzje, że zostanie w szpitalu na obserwacji. Z badania przy przyjęciu wyszła arytmia. I została... boszszszsz... te oczy, które na nas patrzyły jak wychodziliśmy... Nie da się wytłumaczyć psu, że nie zostawiamy jej na zawsze...
I myślałam tylko o tym, że jak tam umrze, to będzie sama, bez nas...
W domu koty do rana szalały jak opętane. Zupełnie nie wiem co w nie wstąpiło. Czy coś czuły?
Już jest dobrze :) Po badaniach krwi, które potwierdziły chorą od lat wątrobę, nic więcej złego nie wyszło. Echo serca wykazało niedomykalność zastawki trójdzielnej i wypadanie płatka zastawki mitralnej. Zmiany zwyrodnieniowe na zastawkach. Zaburzenia przewodnictwa.
W potocznym języku, znaczy to że krew się cofa do tyłu zamiast być przepychana dalej na obwód. Do tego dochodzi nierówne bicie serduszka.
Podajemy nowe leki. Punia większą część dnia i nocy przesypia. W okresach czuwania, jest przytulaśnym psiaczkiem. Najważniejsze, że nic ją nie boli :)
Mamy szczęście mieć dobre weteki w przychodni HYRAX w Krakowie, oraz Klinikę ARKA, całodobowy szpital z przychodnią, który ratuje nam życie w godzinach nocnych i świątecznych :)
                                         *********************************************

A w ogrodzie nadal zima i standardowo goście


                                          ********************************************

Robótkowo nie mam nic do pokazania. Nie znaczy to, ze nic nie robiłam. Robiłam, ale pokazać będę mogła, jak dotrze do nowych właścicielek :)
Robiłam też oczywiście zdjęcia moich prezentów w zabawie "podaj dalej", utwierdzając się w przekonaniu, że namiot bezcieniowy, jest najlepszą kocia budką na świecie.


Tola

Teraz zabieram się za kolejne zobowiazanie, wymiankę z Bożenką.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, które zostawiacie :)


niedziela, 9 marca 2014

Post dla Ani/Pawanny i Beaty ...

...ale najpierw witam serdecznie na blogu nowe obserwatorki (tradycyjnie klik w imię, otworzy bloga) kolejną Beatę  oraz kolejną Anię

Pod moim ostatnim postem AniaBeatka  opowiedziały mi o swoich zwierzaczkach. Możliwe, że jesteśmy bardzo różnymi kobietami, ale jedno co nas łączy w realu to na pewno miłość do zwierząt. Dlatego postanowiłam odpowiedzieć na Ich komentarze tutaj, w osobnym poście. 

Beatka
 Ewo,Fiodorek miał bardzo ostry stan zapalny dziąseł a w pyszczku pojawiły mu się aż ropne nadżerki. Weterynarz jak je zobaczył to miał poważne obawy o niego i już myślał o podaniu sterydów, nawet kosztem spadku odporności u Fiodora. Ale ponieważ Fiodor nie ma najgorszych wyników krwi, więc zdecydował się podać antybiotyk o nazwie Convenia, słyszałaś o nim ? To jest antybiotyk najnowszej generacji i podaje się go raz na dwa tygodnie. U Fiodora sprawdził się idealnie + kapsułki na odporność Vetomune. W poniedziałek Fiodor dostanie drugą dawkę tego antybiotyku, więc dlatego jestem dobrej myśli :) 

Bardzo przede wszystkim współczuję Fiodorkowi, bo to straszny ból pyszczałka. Dobrze, że ma Ciebie, bo inaczej bardzo by się nacierpiał i nie miałby szans na życie. Mądry weterynarz to połowa sukcesu, druga połowa, to mądry i kochający opiekun :) Antybiotyk raz na kilka dni też jest dobrym rozwiązaniem, bo kotek się nie stresuje codzienną koniecznością połykania leków. Cieszę się, że jest taka poprawa u Fiodorka. Oby zostało tak jak najdłużej :).
Vetomune znam, moje stworki też musiały je brać na początku naszej wspólnej drogi. O Convenii słyszałam, a raczej czytałam na forum.miau. Nigdy tego nie stosowaliśmy u moich kociastych. Batmanek jak wzięliśmy go z fundacji do domu, miał ok. 7 miesięcy i ważył 1,90. Był przeraźliwie chudy, kręgosłup wystawał mu jak grzebień na pleckach. Pomimo swojej chudości, rzucał się na jedzenie jak zagłodzony. Od razu zauważyłam, że zjada tylko mokre, a suche wyrzuca z pyszczka z charakterystycznym przekrzywianiem łepka. Jak zaglądnęłam mu do paszczy, to aż mnie zmroziło. Cały pyszczek jak rana. Biedactwo umarłoby z głodu pośród pełnych misek. tak wyglądał jak do nas przyszedł

Najpierw brał antybiotyk, nie pamiętam jaki, ale codziennie. Do tego pasta do smarowania dziąsełek i Vetomune. Po dwóch dniach widać było zdecydowana poprawę. Ale niestety okazało się po czasie, że to plazmocytarne zapalenie dziąseł. Nasza wetka powiedziała nam, że można znów podawać antybiotyk, ale to będzie poprawa tylko na kilka tygodni, potem trzeba będzie włączyć sterydy, a najpewniejszym sposobem leczenia jest usuniecie ząbków trzonowych. Teraz mamy Batmanka bezzębnego, ale kły ma długie i pięknie białe, a dziąsełka  już nie bolą :) 
Teraz waży 4,5 kilo i już nie rzuca się na jedzenie :) I jest prawdziwym, rasowym dachowcem :)
Trzymam kciuki mocno za zdrowie Fiodorka :)

Ania/Pawanna
 Ależ Ona piękna! Mam nadzieję, że oczko wyzdrowieje. Wiesz, wielobarwne kociaki przynoszą pieniążki:)
Ja mam trzy psy, z dwoma chodzę na dalekie spacery, a trzeci jest od dwunastu lat ślepy, więc tylko porusza się po ogrodzonym terenie. Ma genetyczną chorobę atrofię siatkówki. Do tej pory radził sobie świetnie tak jakby widział. Ale od dwóch miesięcy stracił resztę zmysłów. Nie słyszy i stępił mu się węch. Był z nim kłopot bo nie trafiał do domu, do miseczki z jedzeniem, nie chciał wychodzić z łóżeczka. Ale wyobraź Sobie jaka jest silna wola przetrwania u takiego zwierzaka. Nauczył się chodzić przy ścianie i przy meblach. Trafia do miski i na dwór. Ma około 15 lat (dokładnie nie wiem bo to przybłęda), będzie jeszcze u nas długo:) Tak się zwierzyłam Tobie, bo widzę, że lubisz zwierzęta, a miałam taką potrzebę wygadania się. Dziękuję za wysłuchanie, Ania.


Aniu, masz wielkie i pełne miłości serce :) Jak to dobrze, że Twoje zwierzątka trafiły właśnie na Ciebie. Mają to, co psiakom najbardziej potrzebne: kochającego człowieka. Są tego warte, bo pies kocha nie za coś, on kocha mimo wszystko i całym sobą :) Wierzę również, że Pixel ( tak wytypowałam, że to o niego chodzi) zostanie z Wami jeszcze na długo. Ma szczęśliwe stado, więc wie, że musi o niego dbać :))))))))))
Wiem jaka jest silna wola przeżycia u piesków, bo mam suczkę, która w tym roku skończy 16 lat. Od kilku lat pomimo leczenia niedowidzi. Od niedawna jest też już głucha. Miała bardzo duże problemy zdrowotne w ubiegłym roku, o których pisałam tutaj i tutaj. Miesiąc trwała nasza walka o przetrwanie, teraz jest wesołą, szczęśliwą sunią. To jest niesamowite, bo człowiek w takim stanie przeważnie się załamuje i poddaje. Powinniśmy brać przykład od tych naszych braci mniejszych.

Dzięki Wam kobitki, też się chciałam wygadać :)
A Eranka coraz lepiej :)

wtorek, 19 listopada 2013

Warto mieć nadzieję

Moja kochana psinka ma się coraz lepiej. Początek choroby był nagły, a rokowanie niepewne. Bardzo było mi przykro, gdy nie mogła się nawet przewracać z boczku na boczek. Całą dobę przekładaliśmy ją w różne pozycje, żeby nie zrobiły jej się odleżyny. Trwało to kilkanaście dni, aż coś drgnęło. Najpierw potrafiła się utrzymać w pozycji mostkowej, potem zaczęła przebierać nóżkami jak wynosiliśmy ją na siusiu. Z racji tego, że to mała psina, nie bardzo wygodnie było nam ją trzymać nad trawką. Uszyłam więc takie jakby szeleczki-nosidełko. Pod całym brzuszkiem jest materiał nieprzemakalny podszyty polarkiem ( jest to spód kaftanika, w którym i tak nie chciała chodzić). Do tego spodu doszyłam taśmy materiału, usztywnione w środku flizeliną. Nasza Pusieńka zaczęła od tego czasu rehabilitację :)

To zdjęcie jest sprzed kilku dni, teraz ma już wyprostowane całkiem nóżki, może sama stać bez trzymania. Niestety jeszcze przy szczekaniu się przewraca i nie daje rady chodzić sama bez szeleczek. Od przedwczoraj podniósł się też ogonek i malutka nim merda :)
Warto mieć nadzieję :)

Właśnie pierwszy raz sama sobie usiadła na posłanku :)

czwartek, 7 listopada 2013

Idzie lepsze :)

Pusieńka nasza sama układa się w pozycji mostkowej. Znaczy, silniejsza jest :) Na siusiu i kupala woła, chodzimy do ogrodu. Ciężko 25 cm psa prowadzić po trawie trzymając pod brzuszek, ale nasze piesiątko wyrywa się do chodzenia. Cóż z tego, że nózie nosić nie chcą? Od czego ma się dużych?
Uszyłam więc dziś szeleczki, na których Pusia sobie zwisa przebierając nóżkami. I jeszcze jeden dzisiejszy sukces: wieczorem chwilkę sama ustała na nóżkach :)
Idzie lepsze :)

piątek, 1 listopada 2013

Nadzieja umiera ostatnia...

Wierzę, bardzo wierzę, że będzie jeszcze dobrze, że da radę, że się podniesie...
Nasza Pusia kochana. W niedzielę przestała merdać ogonkiem, ale była wesoła, biegała po ogrodzie, witała mnie po powrocie do domu. Tylko ten ogonek ciągnął jej się po ziemi. Mieliśmy iść w poniedziałek do wetki sprawdzić przyczynę oklapniętego ogonka.
W poniedziałek rano mąż pojechał już z psiną, która nie mogla ustać na łapkach. Zupełnie jakby niedowład wszystkich czterech łapek. Nie siusiała, nie robiła kupki, nie chciała jeść, ani pić.
Wetka porobiła badania: usg brzucha, rtg klatki piersiowej, krew. Serduszko bardzo powiększone. Kroplówka, zastrzyki, leki.
We wtorek znów do wetki, bo siku nadal nie ma mimo leków diuretycznych. Po drodze bidulka nasikała cały kontener. Znów usg, nic, żadnych zmian. W badaniach krwi, wszystkie parametry w normie: wątrobowe, nerkowe, zapalne, morfologia.
W nocy z środy na czwartek coś drgnęło, Pusia cichutko dała znać, że chce wyjść na trawkę. Od tego czasu informuje, jak chce na siusiu. Wynosimy małego stworka i trzymamy nad trawą, aż skończy.
Wczoraj wetki powiedziały, że skończyła się ich moc sprawcza.
Może być to sprawa guza rdzenia kręgowego, lub glejaka mózgu. Tego się u zwierząt nie leczy. Mozna zrobić rezonans magnetyczny we Wrocławiu, ale tylko po to, żeby się dowiedzieć, czy są jakieś zmiany. Nic po za tym.
U nas w Klinice Arka, robią mielografię, badanie, które może pokazać czy jest jakieś zwężenie w kanale rdzeniowym. Ale jest obarczone dużym ryzykiem uszkodzenia rdzenia kręgowego i paraliżu.
Z tego więc rezygnujemy, zwłaszcza że i to badanie nie spowoduje zniwelowania przyczyny ewentualnego zwężenia.
Pusia je karmiona z ręki i pije strzykawką, nie okazuje żadnych oznak cierpienia i patrzy na nas tymi swoimi wielkimi okrągłymi oczyskami.
Gdyby nie te łapki, które nosić piesy nie chcą, można by powiedzieć - okaz zdrowia.
Więc zmieniamy co godzinę pozycję leżenia, karmimy, wynosimy na siku i kupkę, dajemy lekarstwa i wierzymy, że jeszcze będzie dobrze.