O mnie

Moje zdjęcie

Kilka lat temu z serca Małopolski przeprowadziłam się na wieś. Teraz to moje spokojne podkrakowskie gniazdo :)
Dzieci odchowałam, mogę się zająć tym co lubię: druty, szydełko, a dzięki ludziom których spotkałam poznaję inne techniki rękodzieła.
Moje wielkie marzenie?  Umieć malować... niespełnione niestety ;)

Kontakt ze mną: efkaraj@interia.eu

Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

piątek, 1 listopada 2013

Nadzieja umiera ostatnia...

Wierzę, bardzo wierzę, że będzie jeszcze dobrze, że da radę, że się podniesie...
Nasza Pusia kochana. W niedzielę przestała merdać ogonkiem, ale była wesoła, biegała po ogrodzie, witała mnie po powrocie do domu. Tylko ten ogonek ciągnął jej się po ziemi. Mieliśmy iść w poniedziałek do wetki sprawdzić przyczynę oklapniętego ogonka.
W poniedziałek rano mąż pojechał już z psiną, która nie mogla ustać na łapkach. Zupełnie jakby niedowład wszystkich czterech łapek. Nie siusiała, nie robiła kupki, nie chciała jeść, ani pić.
Wetka porobiła badania: usg brzucha, rtg klatki piersiowej, krew. Serduszko bardzo powiększone. Kroplówka, zastrzyki, leki.
We wtorek znów do wetki, bo siku nadal nie ma mimo leków diuretycznych. Po drodze bidulka nasikała cały kontener. Znów usg, nic, żadnych zmian. W badaniach krwi, wszystkie parametry w normie: wątrobowe, nerkowe, zapalne, morfologia.
W nocy z środy na czwartek coś drgnęło, Pusia cichutko dała znać, że chce wyjść na trawkę. Od tego czasu informuje, jak chce na siusiu. Wynosimy małego stworka i trzymamy nad trawą, aż skończy.
Wczoraj wetki powiedziały, że skończyła się ich moc sprawcza.
Może być to sprawa guza rdzenia kręgowego, lub glejaka mózgu. Tego się u zwierząt nie leczy. Mozna zrobić rezonans magnetyczny we Wrocławiu, ale tylko po to, żeby się dowiedzieć, czy są jakieś zmiany. Nic po za tym.
U nas w Klinice Arka, robią mielografię, badanie, które może pokazać czy jest jakieś zwężenie w kanale rdzeniowym. Ale jest obarczone dużym ryzykiem uszkodzenia rdzenia kręgowego i paraliżu.
Z tego więc rezygnujemy, zwłaszcza że i to badanie nie spowoduje zniwelowania przyczyny ewentualnego zwężenia.
Pusia je karmiona z ręki i pije strzykawką, nie okazuje żadnych oznak cierpienia i patrzy na nas tymi swoimi wielkimi okrągłymi oczyskami.
Gdyby nie te łapki, które nosić piesy nie chcą, można by powiedzieć - okaz zdrowia.
Więc zmieniamy co godzinę pozycję leżenia, karmimy, wynosimy na siku i kupkę, dajemy lekarstwa i wierzymy, że jeszcze będzie dobrze.

7 komentarzy:

  1. Matko święta Ewuś ..nic nie mówiłaś ....oby wszystko się ułożyło ...
    nie wiem co napisać
    oby tylko biedulka nie cierpiała
    łebuś malutki

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi... :( Mam nadzieje,ze piesek wyzdrowieje :(
    Trzymam kciuki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki za Pusię, Mój poprzedni pies właśnie w taki sposób odszedł, najpierw opadł zawsze skręcony ogonek, potem łapki nie chciały chodzić a potem głowa była coraz cięższa. Jedynie oczy w nim żyły i patrzyły bystro. Trwało to od piątku i nie doczekał weterynarza w poniedziałek. Nie wiem co mogło być przyczyną , miał jedynie 8 lat. Minęło sporo czasu, ale ja do dziś zastanawiam się czy to nie sprawka kleszcza.
    Pusia trzymaj się i wyzdrowiej <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ewunia i co z Puśką?
    daje radę?

    OdpowiedzUsuń
  5. Lucynko, nadal nie jest dobrze. Co prawda jakby ciutkę lepiej, bo Punia podnosi główkę i potrafi chwilkę utrzymać się w pozycji mostkowej, ale bardzo się przy tym męczy :( Jęzorek sinieje. Tak się objawia sinica centralna przy dużej niewydolności serca. Ale duszności nie ma, nie kaszle, jak nie śpi to patrzy tymi oczyskami ufnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Poczytałam o Pusi. Ewuś, miałaś wielkie przeżycie, bardzo Ci współczuję. Człowiek tak bardzo się martwi o tego małego domownika, kocha go nad życie, a on biedny musi zdać się tylko na nas i naszą pomoc. Cieszę się, że z Pusią jest dobrze i, że jest wesołą suczką. Wasze staranie nie poszły na marne:)Buziak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszymy Aniu, nie ma już śladu po chorobie :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy wpisany komentarz :) Są dla mnie bardzo ważne. Dzięki nim wiem, że to co robię, ma jakiś sens.