O mnie

Moje zdjęcie

Kilka lat temu z serca Małopolski przeprowadziłam się na wieś. Teraz to moje spokojne podkrakowskie gniazdo :)
Dzieci odchowałam, mogę się zająć tym co lubię: druty, szydełko, a dzięki ludziom których spotkałam poznaję inne techniki rękodzieła.
Moje wielkie marzenie?  Umieć malować... niespełnione niestety ;)

Kontakt ze mną: efkaraj@interia.eu

Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

czwartek, 31 grudnia 2015

Różany koniec roku, podziękowań ciąg dalszy i życzenia

Witajcie w mroźny poranek.

Najpierw pozwólcie, że zwrócę się z prośbą do Danutki.
Danusiu, wiem, że postępuję wbrew regulaminowi zabawy w kolorki zamieszczając post zbiorczy. Chcę się troszkę usprawiedliwić. Nie miałam czasu w tym miesiącu, dziś jest ostatni dzień grudnia i ostatni dzień różanego kolorku. Dziś rano ściągnęłam z igieł moja różaną pracę, którą kończyłam wczoraj wieczorem. Oprócz różanego postu nie mogę jednak ominąć otrzymanych prezentów i życzeń od Kochanych Blogerek-Artystek. Nie chcę również pisać jednego posta za drugim, bo wtedy ten, który będzie pierwszy, przejdzie niezauważony, a to też było by tak na odczep się. Dlatego mam nadzieję, że jednak przymkniesz swoje szefowskie oko i zaliczysz mi tę pracę. Plisssss ;)

Różany grudzień


Miałam odpuścić w tym miesiącu. Czas był jakiś niekompatybilny. Ale jak zobaczyłam, że dziewczyny mimo wszystko się postarały, do tego jeszcze zrobiły cudowne karteczki ( również dla mnie) to mnie zmobilizowało. Po świętach wyciągnęłam UFOka i dokończyłam. Wczoraj rozpięłam na igły, dziś już można go pokazać. Rodził się w bólach, bo choć kolor mój ulubiony, to od początku nie byłam do niego przekonana. Patrzę teraz na niego i ... nadal się nie zachwycam. Może w przyszłym roku dokupię jeszcze jeden motek i coś wymyślę naokoło... No, nie wiem. Nie mam do niego serca, choć jakiś specjalnie brzydki nie jest, ale nie wiem co jest nie tak. Ale jest, do tego ma kolor różany więc się nadaje.


Żeby widać było, że różany, dla porównania owoce z mojej dzikiej róży, prosto z krzewu, jeszcze oszronione :)

Serweta ma rozmiary 66x140cm.
Zrobiona jest z cieniowanego kordonka Cotton Filet szydełkiem nr 1.25


Pytanie na grudzień dotyczy owoców, które lubię :) Myślę, że szybciej wymienię te których nie lubię, a są to kiwi i mango. Resztę pożeram w każdej ilości :)))

Dzięki Danusiu ( bo myślę, że okażesz łaskę) :))))))))))))))

***
Podziękowania

Otrzymałam znów cudowne życzenia świąteczno-imieninowo-noworoczne, za które bardzo serdecznie chcę podziękować:
Za płynące z serca życzenia ozdobione wesołym Mikołajem i misternymi krzyżykami
za pamięć, serce, słowa nadziei na cały następny rok
za cudowną karteczkę z życzeniami, od których cieplej robi się na sercu. I z dzięciołkiem takim samym jak ten, który odwiedza mój taras ;)

Ewuni Jurewicz 
za anielskie ciepło i spokój przekazane mi razem z cichym aniołkiem, otulonym w piórkową kołderkę :)
za paczuszkę, w której znalazłam najpiękniejsze serwetki oraz prześliczne kordonki :)

Moje Kochane, cóż mogę napisać, sprawiłyście mi ogromną niespodziankę. Jestem szczęśliwa.
Dla takich chwil warto żyć i być wśród Was :)

***

Życzę wszystkim Wam radości, zdrowia, miłości w nowym roku. Abyście mogli realizować swoje pasje, spełniać marzenia, osiągać cele. 
Dobrego roku 2016

sobota, 26 grudnia 2015

Podziękowania

Witam poświątecznie wszystkich :)
Pragnę powitać również nowych obserwatorów Iwonę Syczowską oraz  Maksa.  Bardzo proszę, rozgośćcie się i zostańcie na dłużej :)

Dziś chciałam podziękować wszystkim dobrym duszyczkom, które pamiętały o mnie i przysłały mi cudowne życzenia. Wielką niespodziankę sprawiły mi:

Danutka
Karteczka jest niesamowita zwłaszcza, że Danusia dopiero zaczęła tworzyć kartki. Dostałam cudowną, idealnie, precyzyjnie, pomysłowo wykonaną czerwoną kartkę :)
Danusiu, bardzo Ci dziękuję :)


Kolejne życzenia przyleciały od Danusi
Matematyczne karteczki Danusi są idealnie skomponowane i wyszyte. Delikatny haft skrywa szczere życzenia :) Dziękuję Danusiu :)


Na swoim blogu Hania pokazywała przed świętami zawieszki na choinkę, które zrobiła z płyt kompaktowych. Zachwyciłam się wtedy cudowną, delikatną jak mgiełka zimową choinką i co? I już wisi na mojej choince z serdecznymi życzeniami :) Haniu, sprawiłaś mi ogromna radość, dziękuję :)


Następna dobra duszyczka to Lidzia
Radosne bałwanki w śnieżynkowych gwiazdeczkach przywiozły mi ciepłe pełne nadziei życzenia. Bardzo dziękuję Lidziu :)


Moja radość i zaskoczenie osiągnęły apogeum gdy otwierałam kolejną przesyłkę, tym razem od  Nawanny. Kolejno wyciągałam karteczkę, pięknie zapakowaną zakładkę oraz prześliczny komplet biżuterii, mieniący się iskierkami w kolorze głębokiej czerwieni. Aniu, jeszcze raz dziękuję serdecznie, sprawiłaś mi ogromną niespodziankę, a prezent jest cudowny :)


I to jeszcze nie koniec :)
Kolejna przesyłka była od Pawanny
Pierwsze zaskoczenie, Ania robi matematyczne karteczki. Hafcik zimowej, lekkiej śnieżynki rozświetlonej srebrzystymi cekinami, skrywa piękne życzenia. Do kartki Ania dołączyła złotego orzecha.


Wstępne oględziny wykazały, że orzeszek jest rozłupany. Cóż, pomyślałam, że skoro na choince nie zawiśnie, to chociaż sobie go zjem, bo orzechy bardzo lubię :) Napisałam do Ani podziękowania i powiedziałam o uszkodzonym orzechu, posądzając Pocztę Polską o nieostrożność. Odpowiedź, którą dostałam tak bardzo mnie zaskoczyła, że aż nie mogłam usiedzieć na miejscu. Ania odpisała, że w orzechu była ukryta niespodzianka :)))) Natychmiast zabrałam się za ponowne, dokładne oględziny orzecha i...


... wysypało się bursztynowe cudo...




Zastanawiam się, jak bardzo bym się zdziwiła, gdybym nie napisała do Ani, tylko usiadłabym do skonsumowania orzecha :)))))))))))))
Aniu serdecznie Ci dziękuję za cudowny prezent, za pamięć i za radość :)

Jeszcze raz pragnę podziękować Wam za pamięć, za ciepłe słowa, za cudowne rzeczy, w których zamknęłyście kawałki swoich serc. Jestem wzruszona, a dzięki Wam, moje święta były jeszcze cudowniejsze :)))



środa, 23 grudnia 2015

Wesołych, spokojnych Świąt



Spokojnych, rodzinnych, radosnych Świąt, aby cichość stajenki wyciszyła nasze złe emocje, pobudziła radość w sercach i dała nadzieję na przyszłość :)

Wszystkim Ewom, spełnienia marzeń i samych najpiękniejszych dni.

Pozdrawiam Was Kochani 



czwartek, 17 grudnia 2015

Ostatnie ozdoby świąteczne...chyba ;)

Witam Was wszystkich serdecznie, jak również bardzo miło mi powitać wśród moich obserwatorów  kgosię . Proszę rozgość się i zostań na dłużej :)

Dziękuję też wszystkim, którzy podzielili się ze mną swoimi doświadczeniami z zabawami blogowymi. Podjęłam decyzję po Waszych wypowiedziach. Nie jest ona oryginalna jakoś specjalnie. Nie będę na pewno już więcej brać udziału w podobnych zabawach. Natomiast prywatne wymianki, jak najbardziej, z osobami, które już nieco poznałam :)))

Czas biegnie nieubłaganie. Dzielę go pomiędzy swoje zajęcia, ale wciąż jest go mało. Do tego nie mogę wieczorami robić długo swoich szydełkowych ozdóbek, bo oczy odmawiają posłuszeństwa. Dziś skończyłam komplecik na stół wigilijny i jestem z niego bardzo zadowolona. Koniecznie muszę jeszcze kupić długi czerwony bieżnik, bo na białym obrusie moje cacko zniknie ;)







Kilka dni temu zrobiłam jeszcze gwiazdę na czubek choinki. To mój debiut, ale nie szybko go powtórzę. Sama praca szydełkowa jest banalna, ale usztywnianie tego... Można balonikami, ale robi się wtedy okrągły brzuchol, chciałam, żeby było mniej więcej równo wypchane wszędzie. Jakoś poszło, ale szału nie ma. Gwiazdka jest już u nowej właścicielki :)






Żałuję tylko, że nie zrobiłam w tym roku więcej ozdób, ale były inne priorytety, może w przyszłym roku będzie luźniej :)

Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego :)

wtorek, 8 grudnia 2015

Bez obrazków, same słowa

Witajcie wszyscy moi Mili Goście. Serdecznie witam również danielkę cz.Ewę Bera. Bardzo się cieszę, że Wasze blogowe drogi doprowadziły Was do mnie, zapraszam do pozostania na dłużej :)

Dziś jak w tytule, nie będzie zdjęć. Dlaczego? Bo muszę sobie poględzić, ponarzekać, a przede wszystkim chciałam poznać Wasze zdanie na nurtujące mnie pytania dotyczące blogowego życia.
Czy zastanawiałyście się kiedyś, że blogosfera ma bardzo niewielki zakres regulaminów i zasad? Bo odnoszę wrażenie, że jak zasad nie ma spisanych czarno na białym, to całe mnóstwo ludzi wykorzystuje ten fakt i działa nieuczciwie.  Choć gdyby były spisane, czy byłoby inaczej? Czy jednak nie znaleźliby się ludzie, wykorzystujący innych i kombinujący, jakby tu odnieść największą korzyść dla siebie, kosztem innych?
Właściwie każdy bloger rękodzielnik spotkał się z taką praktyką. Lidzia ma nawet wykaz swoich wymianek i zabaw, gdzie czeka na prezent dla siebie od kilku lat. I co? I nic. Te osoby dalej sobie prowadzą blogi, zupełnie bez żadnego poczucia nieuczciwości.

Do tych przemyśleń skłoniła mnie zabawa "podaj dalej". Myślę, że wszyscy znają jej zasady. Ktoś otrzymuje prezent i zobowiązuje się na prowadzenie zabawy dalej, czyli ogłasza taką podawajkę u siebie na blogu. Czas na przesłanie prezentów jest dość długi, bo aż rok. 
W związku z zabawą, która niestety nie zawsze Idzie Dalej tak jak powinna, zrodziły się we mnie wątpliwości, co do których może nie mam racji. Nie będę pisać swojego zdania, żeby nikomu nie sugerować odpowiedzi, ale jeśli będziecie mieć czas i chęci, proszę Was o odpowiedź. Nie musi być już, może być po świętach, w wolnym czasie, ja bardzo chętnie poczytam Wasze zdanie.

1. W jakim czasie po otrzymaniu prezentu powinno się zabawę ogłosić u siebie?
2. Czy sprawdzacie, bawiąc się w "podaj dalej", jak wywiązują się z jej zasad osoby, które od Was          otrzymały prezent?

 Ps.
Ja rozumiem, że można nie mieć czasu. Jednakże zapisywanie się tę zabawę u innych, jeśli się nie wywiązało z jednej, uważam za nieuczciwe, zwłaszcza, że przy tym wymówkowym: "całkowitym braku czasu", u siebie na blogu produkuje się nowe posty co 2-3 dni.

Ps2.
3. A może ja nie mam racji i wyolbrzymiam?

Pozdrawiam Was wszystkich i sorki za przynudzanie przed Świętami ;*


piątek, 4 grudnia 2015

Wymianka z Dusią

Witam Was serdecznie i dziękuję za Waszą obecność i cudownie mobilizujące komentarze, za wszystkie słowa pochwały za abażur w ostatnim poście, jestem szczęśliwa, że i Wam się spodobał :)))

Teraz zapowiedziana już wcześniej wymianka z Dusią. A było to tak.
Dusia uszyła kiedyś poduszkę. Czerwoną. W róże.
Napisałam do Dusi, że ją biorę (znaczy poszewkę, nie Dusię), a Dusia zaproponowała wymiankę. Jejkuuuu, to duże wyzwanie zrobić coś dla osoby, która tworzy cudowne rzeczy. Bo jak się nie spodoba to co ja zrobię? Tym właśnie sposobem  zostałam szczęśliwą posiadaczką rzeczonej poszeweczki.

Do poszewki Dusia dołączyła jeszcze dwie inne, ale również w jedynym słusznym kolorze :))) Ozdobione odpinanym serweteczkami, patent bardzo pomysłowy. Kilka serwetek, których wzorów ja nie posiadam, a na pewno znajda zastosowanie na jakichś drewienkach oraz zawieszki orzechowo-haftowane.


Gdy umawiałyśmy się na wymiankę, Dusia zaproponowała, żebym zrobiła dla Niej sopelka szydełkowego albo zakładkę. Bardzo chciałam zrobić zakładkę decu. Wyszlifowałam drewienka, przymierzyłam wszystkie moje serwetki i... beznadzieja totalna. Każda kwiecista serwetka, każdy roślinny motyw blednie w porównaniu z ogrodem Dusi. I wtedy wpadł mi do głowy pomysł na transfer. A do transferu "ukradłam" z Dusinego bloga trzy zdjęcia :) Dlaczego trzy? Bo nie byłam do końca pewna co tak naprawdę mi wyjdzie. A jak nie wyjdzie? Wiecie jak to jest czasem, jak się człowiek stara. Dlatego gdy zakładki utrwalały na sobie transferowe zdjęcia, zaczęłam robić sopelki na szydełku. W kilku swoich postach Dusia pisała, że choinka będzie kolorowa, dlatego powstały kolorowe sopelki. Wszystkie mają ośnieżone brzegi. Z rozpędu dorobiłam zawieszkę gwiazdkę. Wiem, że Dusia zawieszki lubi, a takiej nie ma. Ja w ubiegłym roku zrobiłam sobie taka samą i wszystkim się podoba :)))


Na zakładkach transfer ogrodowy się przyjął, dodałam stosowny cytat, polakierowałam, wyszlifowałam, polakierowałam...itd. A prezentują się tak:


 i po drugiej stronie


Dusiu, są dwie, bo wszystkie zdjęcia się "przyjęły". Może zechcesz komuś kiedyś podarować swój kawałek ogrodu, jeśli dwie nie będą Ci potrzebne. Szkoda mi było wyrzucać zdjęcia tak cudownych miejsc :)
I jeszcze całość wymiankowej paczuszki.


Dusiu, jeszcze raz dziękuję Ci za cudne prezenty, ufam, że jeszcze kiedyś się powymieniamy :)

A na szydełku dzierga się gwiazda, z którą muszę się spieszyć, żeby zdążyć na czas świąt :)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do następnego :)



środa, 2 grudnia 2015

Szydełkowo

Witam serdecznie wszystkich moich Gości jak również nowe obserwatorki:
Olę i Marzenę Kwiatkowską. Rozgośćcie się i napiszcie namiary na siebie, bo nie mogę Was znaleźć :)

Miał być post wymiankowy, ale z przyczyn technicznych, przejdzie na następny wpis. Dziś więc pokażę moje ostatnie szydełkowe robótki. Nie, nic nie mają wspólnego ze świątecznym szałem, są całkowicie całoroczne, ale cieszą mnie niezmiernie :)

Dla małego Filipka, który rośnie jak na drożdżach zrobiłam butki o kilka rozmiarów większe niż zrobione jako pierwsze i pokazywane TU


 Po letnim malowaniu domu, mąż założył na sufitową lampę półkulę z Ikea. Wisiała sobie u nas kilka lat i zrobiła się żółta. Jak szybko założył tak szybko ściągnął. Ja tego nawet nie zdążyłam zauważyć. Za to zdążyłam usłyszeć: Ewciu, a zrobiłabyś lampę na szydełku? Cóż, nie można odmówić człowiekowi, który we mnie wierzy :)))) Znalazłam sobie wzór serwety i po modyfikacji mogłam przystąpić do formowania. Na formę wykorzystałam starą osłonę. Usztywniłam wikolem z wodą w proporcji 1:1.


 Jest już zawieszona na suficie. Nie usztywniłam rantu, bo obawiałam się, że nie wyjdzie mi równiutko. Ale dlatego trochę się marszczy. Zobaczę po kilku dniach, jak się nie naciągnie wisząc, to malnę wikolem jeszcze sama górę. Średnica półkuli to 67cm.



 A co na to mój mąż? - Nooooo, teraz to mamy lampę. Nikt takiej nie ma na świecie - 
Cieszę się :)

 

niedziela, 22 listopada 2015

Takie sobie rękodzielnicze przemyślenia

Witajcie :)
Cieszę się z obecności nowych obserwatorek: Jadwigę KrólAgnieszki Szafarz. Rozgośćcie się proszę.

W ciągu ostatniego tygodnia troszkę się zrobiło. Po pierwsze, moje sztandarowe aniołki na choinkę, które poleciały do mojej forumowej/ogrodowej koleżanki. Powiem Wam, że nieskromnie ucieszyłam się, że mając do dyspozycji całą masę wzorów aniołkowych, Bonia wybrała moje własne :) Do aniołeczków dołączyły dzwonki (również mój wzór) oraz gwiazdeczki. Gwiazdki z ogólnodostępnego wzoru internetowego, bo jest piękny i póki co, swojego równie pięknego pomysłu nie mam ;) A cała aniołkowa ferajna prezentowała się tak:


Danusia w komentarzach słusznie zauważyła, że gwiazdek nie ma. No nie załapały się do zdjęcia, ale były takie same jak w ubiegłym roku czyli 6 sztuk takich


I tym akcentem chyba rozpoczęłam przygotowania do świąt.
Jednak nie samymi świętami człowiek żyje, więc zrobiłam sobie również pudełeczko na szydełka (wreszcie). Przymierzyłam wszystkie moje serwetki jakie mam i żadna mnie nie usatysfakcjonowała. Już myślałam, że dam spokój i pudełeczko zostanie w stanie surowym. Nałożyłam bejcę i wyszlifowałam. Mahoniowe słoje przemówiły, postawiłam na prostotę.


W czasie gdy pudełeczko schło, do kompletu powstał listownik, który chyba listownikiem nie będzie.


Jeszcze nie ma przeznaczenia, na pewno się do czegoś przyda. Myślałam o zaadaptowaniu go jako przybornika do przypraw i nawet mi się ten pomysł podoba. Już się rozglądam za ładnym serwetnikiem i będzie komplet.

Dziękuję Wam  za wszystkie komentarze. Sprawiają mi wiele radości, czytam wszystkie, nawet te do postów z poprzednich lat. Tak, tak, takie też mi zostawiacie :)

To tyle na dziś, następny post będzie o wymiance jaką zrobiłyśmy sobie z Dusią :)

Pozdrawiam Was buziaki przesyłam :)


sobota, 14 listopada 2015

Czekoladowy motyl

Witam wszystkich bardzo serdecznie i póki co słonecznie. Witam również moją nową obserwatorkę Barbarę R. i zapraszam na dłużej :)

           Dziękuję Wam bardzo za tak miłe i liczne komentarze pod czekoladowymi poduszkami. Nie odpowiedziałam na wszystkie, ale wszystkie przeczytałam z uśmiechem na twarzy. Fajnie przeczytać, że są ludziki co czekolady nie lubią, a uwielbiają kożuchy z mleka, że moje kwadratowe czekoladki przywołały wspomnienie z domu rodzinnego i przeprowadziły kilkoro z Was do czasów dziecięcych w towarzystwie kochanych babć. A te osoby, które bez czekolady żyć by nie mogły, niech ją wcinają, bo to samo zdrowie i żadne MagneB6 tyle magnezu nam nie dostarczy co czekolada :) I czekam z ciekawością na brownie Reni, bo się przymierza do zrobienia, a skoro tak napisała, to czarne na białym jest i słowa dotrzymać trzeba :)

Zabawa trwa dalej... 


...a ja zupełnie nie miałam pomysłu na carvingową część. Przeglądałam na google zdjęcia ozdób czekoladowych... cóż... zapalałam miłością do motylków :) Pierwsza próba nie okazała się wirtuozerią carvingowej sztuki, ale jest, trzyma się i do motyla nawet trochę podobny. Oto on, czekoladowo gorzki, nieco przyciężki, ale myślę, że Stefcia miłośniczką czekolady gorzkiej jest i spałaszuje go w try-miga (jak mawiała moja babcia). 
Teraz sobie uświadomiłam, że żaby żywią się owadami :))) 



Osoby, które jeszcze nie wiedzą, zapraszam przy okazji na konkurs u Danutki. Jak robicie ozdoby z darów jesieni, pokażcie nam, jeszcze jest czas :)

Do następnego razu, pa :)




poniedziałek, 9 listopada 2015

Listopad pod Egidą Czekolady

Zebrałam się w sobie wreszcie i postanowiłam skończyć tego posta. Zaczęłam go pisać jakieś pięć dni temu, ale wirus krążący naokoło mojej głowy, nie dawał za wygraną. Mam nadzieję, że został pokonany :)

Kolejny miesiąc zdrowych kolorów na blogu u Danusi rozlał się czekoladową słodkością. Myślałam o różnych owocach i warzywach, ale o czekoladzie nie pomyślałam. Pewnie dlatego, że jestem jednym z nielicznych dziwolągów co czekolady nie lubią. Nie lubię nic co zrobione jest z kakao. Nawet jako dziecko wolałam samo mleko, a najbardziej jak było z kożuchem. Zresztą mleko i kożuch na mleku uwielbiam do tej pory. Oczywiście, jak coś zawiera niewielkie ilości mlecznej czekolady, to zjem, choć zdarza mi się np. odłupywać czekoladowe boczki z Mieszanki Krakowskiej :)
Kolor gorzkiej czekolady uważam za ciepły i przyjazny. Co prawda nie ubieram się w brązy, bo wyglądam w nich jak jajko na miękko, ale dodatki do domu jak najbardziej mogą się u mnie pojawić. Warunek jest jeden, musi to być kolor głęboki, czekoladowy bez żadnych burych i szarych domieszek.
Kiedyś kupiłam sobie całe opakowanie kordonka Kaja, właśnie dla tej głębi czekoladowej. Powstało wtedy kilka rzeczy. Niektóre pokazywałam na blogu już wcześniej, a  dziś pokażę zaległe dwie prace.
Komplet poszewek na poduszki dla mojej Mamy.


Praca zawiera 100% czekoladowego kolorku, bo to co pod spodem, to się nie liczy.
Poszewki zgłaszam na Czekoladowe Wyzwanie :)


Jeszcze cały czas się zastanawiam nad carvingową pracą, jak to zrobić, żeby nie trzeba było palców z czekolady oblizywać ;)

Pozdrawiam Was i do następnego :)


sobota, 31 października 2015

Spotkanie z Bożenką i prezentacja śliweczki

Dzień dobry, choć zamglony ;)

Jakiś czas temu mój mąż pełen wiary w moje umiejętności zapytał czy dam rade naprawić to:





Od słowa do słowa, okazało się, że gałki są dwie :) Jedna jest zupełnie nie obleczona, brzydka, oliwkowozielona, z jakiegoś dziwnego gumowego plastiku ( zdjęcia tej drugiej nie mam).

Hmmmm, mogę spróbować, ale myślę, że znam kogoś, kto zrobi to na pewno dużo lepiej ode mnie :)
Tym kimś jest ???

I tym sposobem wczoraj spotkałyśmy się razem, a ja mogłam odebrać to zielonooliwkowe brzydactwo, które teraz, za sprawą zdolnych rąk wyżej wymienionej wygląda tak:


Całkowicie zrobiona ręcznie :) Piękna prawda???
Bożenko, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za cały trud i za cudowny czas spędzony przy południowej kawce.

***

Teraz druga sprawa. Obiecałam w komentarzach, że pokażę moją narzutkę z poprzedniego posta na sobie. Dziś zrobione zdjęcia, więc wklejam śliweczkę na człowieku :)

Jedno jest pewne, pupa to w tym nie zmarznie :)

A teraz czas na myśli o przemijaniu i na nabieranie pokory do życia.

Do następnego.

czwartek, 29 października 2015

Ostatnie dni śliwkowego wyzwania

Witajcie :)

Jednak zdążyłam wydziergać śliwkowe... simple shrug.. cokolwiek to znaczy...
Według mnie to kamizelka, narzutka. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ten krój zapragnęłam go mieć. Kolor włóczki niechcąco wpasował się w kolorystyczne wyzwanie u Danusi.


Ale też gdyby nie Danusia, pewnie robótka jeszcze jakiś czas przeleżałaby w koszyku, czekając na luźniejsze chwile. Taka mobilizacja czasem się jednak przydaje.
Zdjęć na człowieku brak. Byłam sama w domu, a jutro z kolei ja za dnia do domu nie wrócę.
Kamizelka zrobiona, forma przetestowana i mogę powiedzieć, że nie jestem zachwycona. Co ciekawie wygląda na zdjęciu, niekoniecznie jest wygodne. Prześpię się z tematem i wtedy podejmę decyzję co dalej z tym, prawie kilogramowym kocem ;)
No to pokażę Wam mój wymarzony (do niedawna)  crochet shrug.


O kolorze śliwkowym pisałam w moim poprzednim śliwkowym poście, więc powtarzać nie będę. W skrócie tylko powiem, że lubię go.
Teraz lecę Stefcia otulić, na pewno nie zmarznie:)

Ufffff, zdążyłam!

Ps.
U mnie również jest piękna złota jesień.
Pa.

Edycja 30.10.

Wiecie, coś mi się poknociło z tą wagą. Na wdzianko zużyłam 9 motków, ale po 5 dag, nie po 10. Więc nie ma prawie kilo tylko 45 deko, sorki :) Nie poprawiam w treści, bo wtedy komentarz Doroty będzie bez sensu :)

Do następnego :)

poniedziałek, 12 października 2015

Zimowo - kolorowo

Witam Was serdecznie :)

Dzisiejszy ranek powitał mnie śnieżną bielą.
W ciągu upalnego lata, różane krzewy odpoczywały, było im za gorąco żeby kwitnąć. Zaczęły wypuszczać pąki kwiatowe we wrześniu. Teraz ślicznie obsypane kwieciem doświadczyły kolejnego szoku.

The Pilgrim

Elmshorn

Chopin
Większość z nich ma połamane gałązki. Nie utrzymały ciężkich kwiatów i mokrego śniegu.
Pamiętam pierwszą zimę w naszym nowym domu. Śnieg spadł wtedy 15 października. Wszyscy zgodnie twierdzili (ja też), że pierwszy śnieg długo nie poleży. A potem było już tylko gorzej. Zwały odgarnianego śniegu tworzyły wysokie tunele, a mróz trzymał długo i mocno. Oby dzisiejszy śnieg, nie był zwiastunem takiej zimy.
Pada cały czas, bez przerwy.

Nie daję się jednak i na przekór nadchodzącej zimie odnowiłam sobie czarną torebkę.
Technika znana - decoupage. Zmieniłam tylko preparaty. Jako podkład użyłam kremowej farby do skóry. Tradycyjnie nakleiłam serwetkę i polakierowałam błyszczącym lakierem Altax. Z efektu jestem zadowolona :)



Klapa jest miękka, gładka. Myślę, że będzie się dobrze nosić :) Zdjęcie było robione przed weekendem.

Odnowiłam sobie też stary, zniszczony zydelek. Spodobała mi się jego forma, choć moje dziecię, stwierdziło, że to będzie karne krzesełko :))))
Tak wyglądało po oderwaniu wierzchniej warstwy, którą tworzyła przyklejona gąbka.


 Na początek użyłam papier ścierny nr 120. Po pierwszym, próbnym szlifowaniu zrobiło się tak:


Spodobało mi się, stołeczek został rozkręcony na części pierwsze i każda z nich poddana została szlifowaniu. Najpierw papier 120, potem 240. Na początku mojej pracy w planach miałam decoupage. Ale gdy pod rękami poczułam aksamitne drewno... Ja mam słabość do drewnianych słoi, do ich delikatnych falowanych i kolistych cieniowań. I wtedy poczułam to, co tak pięknie o drewnie napisała Agnieszka / HagArt. Kto ciekawy, znajdzie w punkcie 6 w TYM poście.
Zydelek został potraktowany tylko lakierem do drewna.

Mała rzecz, a cieszy :)

Od rana śpiewam sobie: coraz bliżej wiosna, coraz bliżej wiosna...
Do następnego razu, papa :)