O mnie

Moje zdjęcie

Kilka lat temu z serca Małopolski przeprowadziłam się na wieś. Teraz to moje spokojne podkrakowskie gniazdo :)
Dzieci odchowałam, mogę się zająć tym co lubię: druty, szydełko, a dzięki ludziom których spotkałam poznaję inne techniki rękodzieła.
Moje wielkie marzenie?  Umieć malować... niespełnione niestety ;)

Kontakt ze mną: efkaraj@interia.eu

Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

piątek, 16 czerwca 2017

Ziemia kłodzka, trochę transferu, trochę decoupage

Witam wszystkich razem i każdego z osobna :)

Bardzo dziękuję za życzenia i za to, że odwiedzacie moja stronę pomimo mojego nikłego nakładu pisarskiego ;)

Ostatni weekend spędziłam w cudownej scenerii Kotliny Kłodzkiej. Kto był, ten wie jak piękne okolice można podziwiać. Pierwszy raz byłam w Górach Stołowych i od razu mówię, weekend to stanowczo za krótko.
Celem naszej podróży był V Ogólnopolski Zlot Miłośników Ogrodnictwa organizowany przez forum ogrodnicze zielonozakreceni.pl . Był to zarazem pierwszy zlot zielono zakręconych.  Forum jest młode, powstało w ubiegłym roku, ale zgromadziło mnóstwo osób, które kochają świat roślin i zwierząt.
W trakcie Zlotu zwiedziłam Arboretum w Wojsławicach

Arboretum jest ogromne, kilka godzin wędrowania pomiędzy idealnie skomponowanymi rabatami. Rozmach zapiera dech.

Grulichowe Skały
Ogród w naturalnej scenerii gór Stołowych, w Czechach. Stworzony przez właściciela, pana Jaromira. Jaromir Grulich był alpinistą. Do swojego ogrodu sprowadzał rośliny z całego świata i sadził je w szczelinach skalnych często wisząc na linach. Zmarł nagle, a jego skremowane ciało żona pochowała w niszy skalnej w ogrodzie.
Nad ogrodem pieczę przejęła żona Pana Jaromira, Maria. Jednak i tutaj ludzie są jacy są i często nocami wykopują cenne rośliny z miejsc dostępnych. Ogród nie jest ogrodzony.

Japoński Ogród w Jarkowie.
Również ogród prywatny. Założony przez pasjonata. Piękne miejsce idealnie skomponowanych roślin. Całości dopełniają stylowe ozdoby małej architektury. Ogród założony został przez pana Edwarda Majchera w całości z jego własnych funduszy. Jest jednym z dwóch takich w Polsce.  Do zwiedzania dostępny jest od 2003 roku. Pan Edward nie pobierał opłat, przy wejściu była skarbonka i każdy zwiedzający mógł zostawić kilka złotych, według własnego uznania. Oczywiście, jak można się domyślić. Urząd Skarbowy położył swoją pazerną dłoń na skarbonce. Teraz opłaty są pobierane, a pan Edward nadal na pomoc ze strony państwa naszego liczyć nie może.







Prywatny ogród Państwa Grochowskich w Radkowie
zachwycił mnie najbardziej. Niedostępny dla zwiedzających. Miejsce gdzie naprawdę można odpocząć, wsłuchać się w przyrodę. Złożony z kilku ogrodowych pokoi, każdy o innym charakterze i każdy tak samo przytulny. Właściciele mają obok dużą szkółkę roślin.





To tylko kilka zdjęć z wypełnionych po brzegi dwóch dni. Więcej możecie oglądnąć i poczytać na forum, na które serdecznie zapraszamy :)


Na pamiątkę, każdy ze zlotowiczów otrzymała zakładkę do książki, wykonaną przeze mnie :)



Zakładki były robione dwoma metodami. Część to transfer zdjęcia, a część decoupage z drukowanego logo na papierze śniadaniowym :)

A teraz lecę do Was nadrabiać zaległości :)


sobota, 20 maja 2017

Podziękowania

Witajcie,

Czas pędzi do przodu i ani się obejrzałam, kolejny rok za mną. Nie blogowy, kolejny rok mojego życia. Wchodzę sobie teraz w dwie piątki :) Lubię piątki (cyfry, choć dni tygodnia również :)) i nie wiem dlaczego, kojarzą mi się z czerwienią. Mam więc nadzieje, że ten rok będzie dobry, może troszkę szalony... hmmmm... ja właściwie nie robię szalonych rzeczy. No to może taki.... ekspresyjny, jak czerwona piątka :)

A propo's szalonych rzeczy. Szłam sobie niedawno ulicą, a za mną szła grupka  młodych ludzi. Jedna z dziewczyn opowiadała swoje przeżycia z rozmowy kwalifikacyjnej:
"Zapytali mnie jaką zrobiłam w życiu najbardziej szalona rzecz"
Nie dowiedziałam się co odpowiedziała, bo nasz drogi się rozeszły, ale zastanowiło mnie to pytanie. Kurcze, ja wcale nie robiłam żadnych szalonych rzeczy. I tu moje pytanie: czy zostałabym przyjęta do tej pracy? Nie wiem jaka to miała być praca, ale taka niepewność mnie dręczy do tej pory. Chyba dobrze, że już mam tyle lat ile mam i nie muszę robić szalonych rzeczy, żeby dostać pracę :))))

Wszystkim, którzy złożyli mi życzenia na maila, na FB i pocztą, bardzo serdecznie dziękuję za pamięć i za to, że Wam się chciało :)

Dostałam dwie cudowne, misterne, artystyczne karteczki.
Pierwsza przyleciała od  Ani Iwańskiej.


Druga od  Ewuni Jurewicz .
Dziękuje Wam bardzo, sprawiłyście mi wielka niespodziankę i radość.

***

W ostatnim poście pisałam o wymiance z Jadzią. Moja praca do Jadzi dotarła, więc mogę ją Wam przedstawić, chociaż, kto u Jadzi bywa, ten widział. Dla tych co nie widzieli, pokazuję. Naszyjnik z lnianej dratwy w kolorze ecru, z koralikami.


I to by było na tyle, lecę do ogrodu :) Pa.



niedziela, 7 maja 2017

Wymianka z Jadzią

 Witam wszystkich serdecznie
od razu dziękuję Wam za cudowne słowa, jakie pozostawiłyście pod ostatnim moim postem, wszystkie dodają skrzydeł i chęci do dalszej pracy :)

Dość dawno temu, bo jakoś tak w lutym, napisała do mnie Jadzia z bloga 'Sercem Tworzone'
z propozycją wymianki :) Zrobiło mi się miło, bo jak wiecie, nie bywałam wtedy na salonach blogowych :) Ale też mail od Jadzi był jednym z mobilizatorów do powrotu :)

Od Jadzi otrzymałam cudowny album. Jadzia jest mistrzem w tej dziedzinie. Album jest delikatny i "ciepły". Dokładność  wykonania podziwiam wciąż od nowa. Zobaczcie sami.






W ogóle, to podziwiam Jadzi kreatywność w wykorzystywaniu 'materiałów wtórnych'. Wszystko jest do siebie idealnie dobrane i pasuje jak ulał.
Do albumu Jadzia dodała własnoręcznie robiona kartkę świąteczną, w czerwieni :) ( bo wymiankowy album od Jadzi dostałam przed świętami).



Moja przesyłka do Jadzi poleciała w piątek. Aż mi wstyd, że tak długo mi zeszło... Mam nadzieję, że Jadzia mi wybaczy ten czas.

Jadziu, dziękuję Ci jeszcze raz bardzo. Jeśli coś będzie nie tak z naszyjnikem, wal śmiało :)

Pozdrawiam,
Ewa




wtorek, 25 kwietnia 2017

Teraz musi odpocząć szydełko

Witajcie kochani goście, witam również serdecznie nowe obserwatorki bloga Jagę i Annę. Rozgośćcie się proszę. Mam nadzieje, że będziecie tutaj miło spędzać czas.

Już więcej nie będę Was zanudzać moimi przemyśleniami, ale jeszcze raz Wam dziękuję za wasze słowa blogowej otuchy.

Przez ten czas mojego niebytu, co nieco powstało. Troszkę decu, ale jeszcze pokazać nie mogę, bo ma być niespodzianką. Kilka serwetek do koszyczków wielkanocnych, a przede wszystkim wreszcie na poważnie usiadłam nad obrusem, który miałam w założeniach skończyć na Wielkanoc.
Udało się na tydzień przed świętami.
Powiem Wam, że sama z siebie jestem dumna, bo to największa moja praca jak do tej pory.

Obrus ma 240x140cm.
Troszkę się martwiłam jak go naciągnę, ale jest na tyle ciężki, że naciąga się sam w czasie prasowania.


Wykorzystałam 11motków kordonka Muza10, szydełko 1,25.
Schemat pochodzi z gazetki Sabrina Robotki Extra  zeszyt 3/2015. "Obrusy na duże stoły"

Pierwowzór opisany jest jako obrus o wymiarach 115x166 cm. Ha ha ha! Gdybym pomyślała zanim zaczęłam, to pewnie zauważyłabym, że  musi być większy. Wzór robiony jest wg, opisu podwójnie nawijanymi słupkami. A jeden taki słupek ma prawie 1 cm wysokości. Rzędów jest 258. Rachunek prosty :)


Od początku, gdy zobaczyłam schemat po raz pierwszy, wiedziałam, że te róże muszę mieć. Kocham wszystkie różane wzory siatkowe.
Całość spokojnie pasuje na rozłożony 10-cio osobowy stół :)


Kolorystycznie jest zbliżony do pierwszego zdjęcia. Delikatny beż.


To mnie pochłonęło na te długie tygodnie. Ale wiecie, na prawdę uwielbiam to robić :)

***

Teraz muszę poodwiedzać Wasze progi, bo stęskniłam się za Wami okrutnie :)

Do następnego,
pa :)



niedziela, 23 kwietnia 2017

Lu­bimy wra­cać w miej­sca, gdzie spot­kało nas coś dobrego...

Długo to trwało...

Jednak na samym początku pragnę podziękować wszystkim tym, od których otrzymałam tyle ciepłych słów.
Ania/Pawanna, Ania/Nawanna, Luna-Malutka. Bardzo Wam serdecznie dziękuję i wierzcie mi, zrobiło mi się ciepło na serduchu :)
Jestem i byłam zdrowa, nawet kataru nie miałam przez ten czas. Dni mijały szybko, a ja potrzebowałam czasu na weryfikację swoich pasji. Bo blog zawsze był dla mnie miejscem, gdzie mogłam w spokoju spotkać się z cudownymi ludźmi, mającymi mnóstwo talentów. Ja może chciałam za dużo. Za dużo oczekiwałam od siebie i niestety załamała mi się pasja blogowania.

Dziękuję również Beatce/Ranya, Marzence/Mici, Dorocie/Dora za świąteczne życzenia wielkanocne. Wasze słowa podziałały mobilizująco. No bo jakżeby inaczej miało być? Nie ma mnie prawie pół roku, czas zapycha do przodu, a Wy pamiętacie, że byłam, że jestem...

Aniu Iwańska, Danutko, AnitoT, Doroto (z kotem), musiałam odpocząć i zastanowić się nad dalszym kierunkiem mojego bloga. Dziękuję Wam.

Przepraszam, jeśli kogoś pominęłam, ale z całego serca przesyłam wszystkim gorące uściski :)

Za dużo oczekiwałam od siebie... Nawet nie wiem czy to było oczekiwanie, czy chęć sprawdzenia się w czymś, czego nigdy nie robiłam. Efekt był taki, że wchodząc kiedyś do mojej pracowni, opadły mi ręce, siły, ochota i wyszłam zamykając drzwi.
Stwierdziłam wtedy, że blog ma być dla mnie przyjemnością, nie wiecznym pędzeniem do przodu.

Musiałam sobie poukładać w sobie :)

Wróciłam na własne tory.
A Wasze słowa, spowodowały, że zachciało mi się znowu :)
Kocham Was :)

prezenty :)


sobota, 10 grudnia 2016

Biały grudzień? Naturalnie :)

Witajcie :)
Serdecznie witam również nową obserwatorkę  Lusię :)

W grudniu naturalnie powinno być biało. Nie jest. Za oknem szaro-buro. Był śnieg dwa dni i znikł w ciągu trzeciego. Ale nasza Danutka zadbała o białość. A to za sprawą  Cyklicznych Kolorków.
Na początek więc banerek, bo jest zdecydowanie ciekawszy niż moje prace, które już wszyscy chyba znają.


Moja wersja to roztańczone bombki :) Wiem, znacie je, ale wciąż je robię, bo jakoś zawsze ktoś chce.
Bardzo późno się w tym roku za nie wzięłam, dlatego powstało tylko kilka, część prezentuję na zabawę.


Mam jeszcze jedną wiadomość i może Danusia nie będzie się gniewać. Bombka na pierwszym planie jest wykonana według wzoru autorskiego  Fioletowej Żyrafy czyli Honoratki. Wzór jest dostępny na FB, ale byłoby nieuczciwe z mojej strony, gdybym nie podała autorki projektu. Honoratko, bardzo Ci dziękuję :)
A to bombka Honorata 


Pędzę teraz nakarmić Stefka :)
Do następnego.




niedziela, 27 listopada 2016

Dębowe liście rozrzucił wiatr

Zdążyłam na czas :)

Dębowych liści u mnie dostatek z racji tego, że moja działka graniczy z dębowym lasem. Wiatr oczywiście zawsze wieje jesienią tak, że mam co grabić. W miesiącach, w których liście nie lecą z drzew, wieje z drugiej strony. Ale cieszę się z tych liści, bo moje hosty pod lasem mają naturalną pierzynkę na zimowe mrozy, a i jeże mają swoje legowiska :)

W tym miesiącu dębowiaczki królują również w


Od dawna miałam w planach  zrobienie skrzyneczki na papiery do pracy. Plastikowe pudełko, które mam teraz, znudziło mi się bardzo, do tego jest nieładne i nijakie. Dębowiaczki spasowały jak ulał :)
W wytycznych Danusia zastrzegła beże, jasne brązy, kawka z mlekiem i... złoto. No powiem szczerze, że to złoto mi nie bardzo pasowało. Ale mus to mus, a Danusia nie napisała ile tego złota ma być. Dlatego kropnęłam minimalnie wykałaczką kropeczki na dębowych czapeczkach.  Może być?




 Myślę sobie jaki może być następny kolor, grudniowy w naturalnych cyklicznych kolorkach. Białego grudnia od dawna nie było, zielona choinka upiększa Boże Narodzenie. A ja pomyślałam patrząc na karmnik na tarasie, o kolorze...sikorkowym :)))))))))))))))
A co Danusia wymyśli, to już niedługo zobaczymy :)

Do następnego, papa.

Edycja:
Joasia nie widzi złotka. No to zbliżenie, koszmarne, bo lampa odbija się w lakierze. Zrobiłam bez lampy i rozjaśniłam w photoscape. Jest ciemne, ale tylko kropeczki lekko świecą odbijając światło żarówki :)

No to pa :)