Może się uda... Miałam już zarzucić tę formę rękodzielniczą z racji tego, iż cokolwiek robiłam ( oprócz wianków) zwężało mi się w zupełnie nie tych miejscach i w nie tą stronę co trzeba. A tymczasem córka poprosiła mnie o zrobienie koszyka, a raczej kosza na plastiki. Bo jest eko... Nie traktowałam tego poważnie, ale dziś stwierdziłam, że spróbuję. W końcu od Bożego Narodzenia na półce leżą niewykorzystane uplecione rurki. Raz kozie smierć, co wyjdzie to wyjdzie. Najwyżej skończy w kominku.
Zaczęłam od wyplatanego denka, ponieważ denko z tekturki musiałoby schnąć, a ja nie mam czasu. jakoś idzie. Rurki co prawda trochę mi się załamują, ale opanowuję je powoli :). Rurek starczyło na tyle koszyka:
Wiem, że jest "krzywawy" i bardzo prosty w swojej formie, ale to mój pierwszy kosz i do tego takiej wielkości, ma średnicę 30 cm. Docelowo chciałabym, żeby miał 60 cm wysokości. A jak już wyplotę, będę szukać w wiklinowych blogach, jak to coś pomalować, żeby się nie rozmoczyło od razu :/
Edit.
Nawet jeśli kosz nie będzie się nadawał do postawienia w kuchni, to już jest na niego chętny :)
To ja lecę rurki kręcić... miłego weekendu dla wszystkich.