Za oknem wspaniała pogoda. Trochę popadało, ale dzięki temu przyroda nabrała intensywniejszych barw. Kolory ogrodu nasyciły swoje odcienie. O godzinie 4.30 ptasi koncert jest najgłośniejszy i najpiękniejszy. O poranku trawa jest pokryta milionami kropelek rosy i wygląda jakby była oszroniona.
Uwielbiam odgłosy przyrody, bez warkotu samochodowych silników.
Nie mogę się doczekać kwitnienia róż. Właściwie to u nas zimy nie było w tym roku ( cieszę się z tego ogromnie) i chyba dlatego wydaje mi się, że już powinno być wszystko w rozkwicie. A przecież w ubiegłym roku o tej porze leżał śnieg, a zgłodniałe sarny podchodziły pod sam dom, szukając pożywienia. Muszę się uzbroić w cierpliwość. I tak jest już kolorowo :)
W cienistym zakątku powoli budzą się hosty, tawułki, parzydło leśne i tojeść kropkowana. Paprocie wypełzają ze swoich kokonów. Bergenia kwitnie w każdym miejscu ogrodu i nie przeszkadza jej ani cień, ani słońce i wysuszona glina.
W wolnych chwilach, pomiędzy ogrodem i pracą wydziergałam kolejne serwetki. Na szydekłu mam jeszcze jedną, postaram się zrobić ją przed świętami.
31 cm |
39 cm |
Próbowałam cieniować, ale niestety nie umiem, nie wychodzi mi ładnie, więc będzie bez cieni.
Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny. Dziś i jutro jeszcze trwa moje candy, na które można zapisywać się tutaj.
Do następnego spotkania :)