Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

sobota, 31 października 2015

Spotkanie z Bożenką i prezentacja śliweczki

Dzień dobry, choć zamglony ;)

Jakiś czas temu mój mąż pełen wiary w moje umiejętności zapytał czy dam rade naprawić to:





Od słowa do słowa, okazało się, że gałki są dwie :) Jedna jest zupełnie nie obleczona, brzydka, oliwkowozielona, z jakiegoś dziwnego gumowego plastiku ( zdjęcia tej drugiej nie mam).

Hmmmm, mogę spróbować, ale myślę, że znam kogoś, kto zrobi to na pewno dużo lepiej ode mnie :)
Tym kimś jest ???

I tym sposobem wczoraj spotkałyśmy się razem, a ja mogłam odebrać to zielonooliwkowe brzydactwo, które teraz, za sprawą zdolnych rąk wyżej wymienionej wygląda tak:


Całkowicie zrobiona ręcznie :) Piękna prawda???
Bożenko, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za cały trud i za cudowny czas spędzony przy południowej kawce.

***

Teraz druga sprawa. Obiecałam w komentarzach, że pokażę moją narzutkę z poprzedniego posta na sobie. Dziś zrobione zdjęcia, więc wklejam śliweczkę na człowieku :)

Jedno jest pewne, pupa to w tym nie zmarznie :)

A teraz czas na myśli o przemijaniu i na nabieranie pokory do życia.

Do następnego.

czwartek, 29 października 2015

Ostatnie dni śliwkowego wyzwania

Witajcie :)

Jednak zdążyłam wydziergać śliwkowe... simple shrug.. cokolwiek to znaczy...
Według mnie to kamizelka, narzutka. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ten krój zapragnęłam go mieć. Kolor włóczki niechcąco wpasował się w kolorystyczne wyzwanie u Danusi.


Ale też gdyby nie Danusia, pewnie robótka jeszcze jakiś czas przeleżałaby w koszyku, czekając na luźniejsze chwile. Taka mobilizacja czasem się jednak przydaje.
Zdjęć na człowieku brak. Byłam sama w domu, a jutro z kolei ja za dnia do domu nie wrócę.
Kamizelka zrobiona, forma przetestowana i mogę powiedzieć, że nie jestem zachwycona. Co ciekawie wygląda na zdjęciu, niekoniecznie jest wygodne. Prześpię się z tematem i wtedy podejmę decyzję co dalej z tym, prawie kilogramowym kocem ;)
No to pokażę Wam mój wymarzony (do niedawna)  crochet shrug.


O kolorze śliwkowym pisałam w moim poprzednim śliwkowym poście, więc powtarzać nie będę. W skrócie tylko powiem, że lubię go.
Teraz lecę Stefcia otulić, na pewno nie zmarznie:)

Ufffff, zdążyłam!

Ps.
U mnie również jest piękna złota jesień.
Pa.

Edycja 30.10.

Wiecie, coś mi się poknociło z tą wagą. Na wdzianko zużyłam 9 motków, ale po 5 dag, nie po 10. Więc nie ma prawie kilo tylko 45 deko, sorki :) Nie poprawiam w treści, bo wtedy komentarz Doroty będzie bez sensu :)

Do następnego :)

poniedziałek, 12 października 2015

Zimowo - kolorowo

Witam Was serdecznie :)

Dzisiejszy ranek powitał mnie śnieżną bielą.
W ciągu upalnego lata, różane krzewy odpoczywały, było im za gorąco żeby kwitnąć. Zaczęły wypuszczać pąki kwiatowe we wrześniu. Teraz ślicznie obsypane kwieciem doświadczyły kolejnego szoku.

The Pilgrim

Elmshorn

Chopin
Większość z nich ma połamane gałązki. Nie utrzymały ciężkich kwiatów i mokrego śniegu.
Pamiętam pierwszą zimę w naszym nowym domu. Śnieg spadł wtedy 15 października. Wszyscy zgodnie twierdzili (ja też), że pierwszy śnieg długo nie poleży. A potem było już tylko gorzej. Zwały odgarnianego śniegu tworzyły wysokie tunele, a mróz trzymał długo i mocno. Oby dzisiejszy śnieg, nie był zwiastunem takiej zimy.
Pada cały czas, bez przerwy.

Nie daję się jednak i na przekór nadchodzącej zimie odnowiłam sobie czarną torebkę.
Technika znana - decoupage. Zmieniłam tylko preparaty. Jako podkład użyłam kremowej farby do skóry. Tradycyjnie nakleiłam serwetkę i polakierowałam błyszczącym lakierem Altax. Z efektu jestem zadowolona :)



Klapa jest miękka, gładka. Myślę, że będzie się dobrze nosić :) Zdjęcie było robione przed weekendem.

Odnowiłam sobie też stary, zniszczony zydelek. Spodobała mi się jego forma, choć moje dziecię, stwierdziło, że to będzie karne krzesełko :))))
Tak wyglądało po oderwaniu wierzchniej warstwy, którą tworzyła przyklejona gąbka.


 Na początek użyłam papier ścierny nr 120. Po pierwszym, próbnym szlifowaniu zrobiło się tak:


Spodobało mi się, stołeczek został rozkręcony na części pierwsze i każda z nich poddana została szlifowaniu. Najpierw papier 120, potem 240. Na początku mojej pracy w planach miałam decoupage. Ale gdy pod rękami poczułam aksamitne drewno... Ja mam słabość do drewnianych słoi, do ich delikatnych falowanych i kolistych cieniowań. I wtedy poczułam to, co tak pięknie o drewnie napisała Agnieszka / HagArt. Kto ciekawy, znajdzie w punkcie 6 w TYM poście.
Zydelek został potraktowany tylko lakierem do drewna.

Mała rzecz, a cieszy :)

Od rana śpiewam sobie: coraz bliżej wiosna, coraz bliżej wiosna...
Do następnego razu, papa :)


poniedziałek, 5 października 2015

Jesiennie, śliwkowo - jeżykowo

Witajcie :)

Od ostatniego weekendu pogoda mnie rozpieszcza :) Cudownie ciepło i słonecznie, troszkę leniwo...      Z radością siadam na tarasie i wdycham zapachy jesiennego ogrodu, pożółkłych łąk i wilgotnej, zaoranej ziemi...
Jednak nie można cały czas siedzieć i lenić się. Trzeba pomyśleć o nadchodzącej zimie i o naszych małych mieszkańcach ogrodu. A zanim przejdę do śliwkowego wyzwania przedstawię, słowem wstępu,      moje zmagania z ogrodową budowlanką.
Po obcięciu zbyt dużych jałowców postanowiłam zrobić zimowe domki dla jeżyków. W zacisznej części ogrodu, pod lasem, pomiędzy brzózkami. Dwie godziny budowy i dwa domki gotowe. Teraz czekają na lokatorów. Jeszcze na pewno będą się powiększać, bo przed nami jeszcze dużo liściastego opadu.
Na ziemię nasypałam zgrabione liście i skoszoną trawę. Potem obcięte gałęzie z drzewek owocowych oraz z kaliny. Znowu liście i na tej podstawie zbudowałam jałowcowe szałasy.

Budowa domku dla jeży

Drugiemu domkowi nie zdążyłam zrobić zdjęć, gdyż zmrok otulił ogród. Mam nadzieję, że lokum spodoba się tym pożytecznym zwierzaczkom :)
Wieczorem jeden z nich zagościł w mojej kuchni, cóż że zrobiony ze śliwki, kolce ma, a i grzybka na nich sobie niesie.

Mojego śliwkowego jeżyka zgłaszam na wyzwanie kolorystyczne u Danusi :)





Co do koloru śliwkowego, to w tym wypadku nie zgłaszam żadnych protestów :) Bardzo lubię w każdym jego odcieniu. Po czerwonym jest kolejnym kolorem, który bardzo lubię. Mam dużo ubrań od bielizny, po spodnie. Właściwie tylko butów w tym kolorze nie posiadam.

I to tyle na dziś. Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny. Życzę wszystkim cudownej, słonecznej i słodkiej jesieni.
Do następnego :)


środa, 30 września 2015

Zaległości

Witajcie :)
Dziękuję wszystkim za cudowne komentarze dotyczące mojej oliwkowej butelki :) Sprawiły one, że zaczęła mi się podobać, choć nadal kolor zupełnie nie mój ;)

Dziś pokażę Wam trzy rzeczy, które czekały na mój czas. Mam trochę zajęć odbiegających od pisania bloga, ale w miarę możliwości do Was zaglądam i podziwiam Wasze prace, czytam rozmyślania, jestem z Wami duchem :)

Jakiś czas temu Micia na swoim blogu pokazała jajo, które wcale jajem nie było. Było zagadką, czym jest :) Pękate, dość spore więc podałam odpowiedź: skarbonka. I zgadłam :) W nagrodę dostałam cudowny, w jedynym pięknym kolorze, kapelusz-ozdobę. Wisi sobie na mojej "blogowej ściance" i energetyzuje swoim kunsztem :)

Dziękuję Ci Marzenko za cudowny prezent :)

***

Nie wiem czy pamiętacie, że brałam udział w zabawie "Podaj dalej". Pierwsza swój prezent ode mnie otrzymała  Ania Iwańska, teraz wysłałam drugi prezent do Kingi. Głównym prezentem była chusta w niebieskim ombre. Do chusty dołączyłam kilka serwetek do decoupage i słodycze.


Nie zrobiłam zdjęcia całego prezentu, ale przecież każdy wie jak wyglądają serwetki i czekoladki ;) Obiecuję, że jak w końcu złapię tego złodzieja, który kradnie mi czas, poprawię się i zdjęcia będą całościowe.

***

Nadal ćwiczę transfer. Z odbicia jestem zadowolona natomiast złapanie linii prostej, jak widać stawia wiele do życzenia. Jak przyklejałam literki, to byłam przekonana, że są prosto :)



Przepraszam Was, że dziś tak skrótowo, ale jeszcze popędzę w Wasze progi :)
Buziaki ;*

sobota, 12 września 2015

Olio d'oliva u Danutki

Witam serdecznie wszystkich zaglądających oraz nową obserwatorkę Edyta-Sylwia, proszę rozgość się :) Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze pozostawione pod moimi postami. Swojego bloga zaczynam przeglądać zawsze od poczty gmail, gdzie wyświetlają mi się wszystkie Wasze słowa.

Jak wiele osób wie, na blogu Danutki trwa zabawa w kolorki. Wrześniowym kolorem jest zestaw który wywołał u mnie lekką konsternację...
...a propo's konsternacji

Żona pyta męża: co to jest konsternacja?
- Odpowiem ci na przykładzie- mówi mąż- Wyobraź sobie, że przychodzisz wcześniej do domu i widzisz mnie w łóżku ze swoją najlepszą przyjaciółką. To co czujesz to właśnie konsternacja.
Wieczorem do żony przychodzi sąsiadka i pyta, czy ta dowiedziała się co to znaczy konsternacja.
Na to żona tłumaczy sąsiadce:
- Wyobraź sobie taką sytuację: mój mąż przychodzi wcześniej do domu i zastaje mnie w łóżku ze swoim najlepszym przyjacielem. To co wtedy czuje, to właśnie konsternacja.
- Nie kochanie - wtrąca się do rozmowy mąż - to co powiedziałaś to nie konsternacja, tylko zwykłe kur..*

Ale wracając do tematu kolorów, to najpierw wkleję banerek mojego zestawienia kolorystycznego.


Otóż kolor oliwkowo-żółto-czarny to w ogóle nie jest zestawienie kolorystyczne, które w jakikolwiek sposób przemawiałoby do mnie pozytywnie. Pierwsza moja myśl - oliwkowa serweta, ale te dodatki??? Żółty, czarny??? Co ja zrobię z zielono-czarną serwetką???
Tak to jest, jak się człowiekowi na czymś mózg zawiesi :))))))))))))))
Po kilku dniach, całe szczęście, mi się odwiesił. Przecież oprócz serwetek jest jeszcze kilka rzeczy, które mogę zrobić. A że lubię rzeczy praktyczne i oliwę z oliwek złapałam za butelkę i pędzle. Tak właśnie powstała oliwkowa butelka na oliwę z oliwek.



Czy jest wystarczająco oliwkowo-żółta, oceni Wyzwaniowa Szefowa, czyli Danutka.
Kolor, jak już pisałam nie mój zupełnie. Nie mam nic oliwkowego w szafie ani w wystroju domu. Natomiast uwielbiam oliwki i jem je jako przekąskę w taki sam sposób w jaki inni jedzą jabłka :)

To tyle na dziś, czekam na ocenę Danusi, a następny mój post znów będzie chwalipięcki :))))

Do następnego :)


poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Znów się chwalę

Witam Was gorąco ostatnimi sierpniowymi promieniami słońca. Jutro wrzesień, a za oknem 36 st.C.
Bardzo mi miło powitać również Małgosię, która pisze, maluje, fotografuje i wiele jeszcze innych rzeczy robić potrafi. Cieszę się, że zechciałaś zaglądnąć do mnie, zapraszam na dłużej :)

Ja dziś pokażę Wam prezent, którym obdarowała mnie Beatka/Ranya
Zapisałam się u Beatki na candy. Do wygrania była biżuteria, która jest jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna, oryginalna i niemal magiczna. Drugim prezentem był malowany haftem obrazek "Malwy". No zachwyciły mnie te malwinkowe krzyżyki. Tym większa była moja radość, gdy przeczytałam, że malwy pojadą do mnie. Dziś właśnie otrzymałam przesyłkę. Na malwach się nie skończyło :)))) Beatka dołączyła do haftu również cudowne pudełko z brzoskwiniowej zabawy u Danusi. Pudełeczko pełni rolę "wspominaczka". Włożyłam do niego wszystkie karteczki, które dostaję od Was :) A w ubiegłym tygodniu rozmawiałam z Bożenką, że muszę sobie zrobić pudełko na kartki :)))))))


Do pudełka Beatka dołączyła również piękną, czerwoną bransoletkę :) Jest w sam raz na moją rękę. Nie za duża, nie za mała, prosta i elegancka.


Otrzymałam też i to muszę powiedzieć, najdelikatniejszą karteczkę z podziękowaniami za udział w urodzinowym candy. To, że delikatna, nie znaczy, że wiotka, nic z tych rzeczy. Żadne z wykonanych zdjęć nie oddają uroku tego cacuszka :)

A teraz czas na clou programu, czyli na malwinkowy hafcik :) Bez słów, bo żadne słowa nie oddadzą jego piękna


Beatko, zrobiłaś mi olbrzymią niespodziankę i sprawiłaś radość. Jeszcze raz bardzo, bardzo Ci serdecznie dziękuję :)
Muszę tutaj jeszcze zaznaczyć, że kwiatuszki szydełkowe, które są przymocowane obok malw, wykonała Danusia Kielar Mam więc kawałek Danusiowych prac :)
Były jeszcze kokosowo-migdałowe kulki, ale zostały pożarte przy robieniu zdjęć :)

Pozdrawiam Was wszystkich cieplutko i do następnego razu :)