Witajcie :)
bardzo dziękuję za tak miłe słowa pod moimi karteczkami. Zdaje sobie sprawę, że mogłyby być lepsze, dlatego wciąż będę próbować :)
Dziś ze spokojną głową mogę się pochwalić prezentami jakie otrzymałam w maju od Ewuni Jurewicz i od Hani Pater :)
Z jakiej okazji??? Urodziny miałam :) A ponieważ ja jakoś tak urodzin nie obchodzę, to tym bardziej mnie ucieszyły :)
Od Ewci dostałam cudowny obraz namalowany na oflisowej desce (mam
słabość do oflisów). Kunsztowny, precyzyjny i do tego delikatny jak
aksamit :) Do obrazka Ewunia dołączyła piękną karteczkę, którą wykonała
techniką pergaminową.
Ewuniu, oba prezenty sprawiły mi ogromną radość a ich piękno można tak naprawdę ocenić w realu :)
Dziękuję :)
Od Hani Pater przyleciały do mnie: równie cudowna karteczka w
technice quilingu, wypleciony z papierowej wikliny kociak ( mam słabość
do kotów), czerwona makramowa bransoletka i całe pudło moich ulubionych
cukierków, krówek :)
Haniu, bardzo Ci dziękuję, wszystkie prezenty, które od ciebie otrzymałam są dla mnie bardzo ważne i bardzo mi się podobają :)
Kochane moje, bardzo Wam jeszcze raz dziękuję :) Codziennie patrzę na
otrzymane od Was prezenty i ciepło robi mi się na sercu :) I koliberek
i kociak już się zadomowiły :)
Cudowny, ciepły blogowy świat :)
Tak sobie myślę często jak patrzę na moje ściany, że bez blogowych koleżanek, mój dom byłby nudny :)
O mnie
Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)
Obserwują:
środa, 1 czerwca 2016
wtorek, 31 maja 2016
Majowe kartkowanie z Anią
Witam Was serdecznie,
dziękuję za Wasze ciepłe myśli i słowa majkowe. Wierzę mocno, że w dużej mierze przyczyniły się do zdrowienia koteczka :) Jest coraz lepiej :)
Dziś ostatni dzień miesiąca, więc czas najwyższy pokazać karteczki do zabawy u Ani. Zeszło mi trochę, ale cóż, czas nie chce stanąć w miejscu :)
dziękuję za Wasze ciepłe myśli i słowa majkowe. Wierzę mocno, że w dużej mierze przyczyniły się do zdrowienia koteczka :) Jest coraz lepiej :)
Dziś ostatni dzień miesiąca, więc czas najwyższy pokazać karteczki do zabawy u Ani. Zeszło mi trochę, ale cóż, czas nie chce stanąć w miejscu :)
Już chyba wszyscy zainteresowani wiedzą, że maj u Ani jest biało-czerwony. Robienie karteczek na szybko, nie jest dobre, ale nie chciałam opuścić miesiąca, zwłaszcza, że dwie miałam już zrobione.
Zapasy kartkowe rosną powoli i choć nie są powalające, to mnie cieszą :) A na koniec kolaż ze wszystkich trzech :)
Lecę teraz do żabki aniowej, żeby jeszcze łyknęła moje karteczki.
Przepraszam, że tak krótko. Następny post będzie dłuższy, bo pochwalę się prezentami jakie dostałam :)
Pa :*
niedziela, 29 maja 2016
Majek się leczy
Witajcie,
na samym początku, dziękuję wszystkim za dobre myśli, ciepłe słowa i ciche modlitwy za Majka. Kociak jeszcze nie jest zdrowy, ale już widzimy światełko w tunelu. Zaczął jeść i pić, gorączki już nie ma. Wczoraj już nie wymiotował. Kupa już nie jest smolisto-czarna, więc mam nadzieję, że krwawienie z przewodu pokarmowego również ustało. Nadal dostaje leki p/krwotoczne, antybiotyk i kroplówkę. Od soboty okazuje kocie zachowanie: myje się, ostrzy pazurki i mruczy jak traktorek. A do tego jest przytulaskiem wielkim :)
W piątek pan doktor stwierdził: nie chce zapeszać, ani mówić na zapas, ale już jest lepiej :)
Na weekend dostaliśmy do domu zestaw leków oraz kroplówki. A tak Majek znosi te zabiegi
Wystarczy przy nim być i głaskać, wtedy leży sobie spokojnie, cierpliwie i mruczy :)
Oczywiście jest jeszcze słabiutki. Wczoraj wieczorem pospacerował, pod nieobecność naszych kotów, po całym domu. Wywąchał wszystkie zakamarki i wrócił do pokoiku. Szuka ludzkiego ciepła i bardzo lubi bliskość człowieka. A jeszcze dwa tygodnie temu zwiewał na sam widok ludzi.
Jutro znów do lekarza. Musimy sprawdzić morfologię i brzuszek. Ale tak sobie myślę, że skoro już jest zainteresowany sobą i otoczeniem, to może...może... daj Boże :)
na samym początku, dziękuję wszystkim za dobre myśli, ciepłe słowa i ciche modlitwy za Majka. Kociak jeszcze nie jest zdrowy, ale już widzimy światełko w tunelu. Zaczął jeść i pić, gorączki już nie ma. Wczoraj już nie wymiotował. Kupa już nie jest smolisto-czarna, więc mam nadzieję, że krwawienie z przewodu pokarmowego również ustało. Nadal dostaje leki p/krwotoczne, antybiotyk i kroplówkę. Od soboty okazuje kocie zachowanie: myje się, ostrzy pazurki i mruczy jak traktorek. A do tego jest przytulaskiem wielkim :)
W piątek pan doktor stwierdził: nie chce zapeszać, ani mówić na zapas, ale już jest lepiej :)
Na weekend dostaliśmy do domu zestaw leków oraz kroplówki. A tak Majek znosi te zabiegi
Wystarczy przy nim być i głaskać, wtedy leży sobie spokojnie, cierpliwie i mruczy :)
Oczywiście jest jeszcze słabiutki. Wczoraj wieczorem pospacerował, pod nieobecność naszych kotów, po całym domu. Wywąchał wszystkie zakamarki i wrócił do pokoiku. Szuka ludzkiego ciepła i bardzo lubi bliskość człowieka. A jeszcze dwa tygodnie temu zwiewał na sam widok ludzi.
Jutro znów do lekarza. Musimy sprawdzić morfologię i brzuszek. Ale tak sobie myślę, że skoro już jest zainteresowany sobą i otoczeniem, to może...może... daj Boże :)
wtorek, 24 maja 2016
Majek, jest źle :(
Majek, kot cierpliwie znoszący wszystko, nic nie żąda, niczego nie wymaga, tylko prosi i smuci się...
Zniósł dobrze operację, czyszczenie ran, zastrzyki. A w sobotę przestał jeść i pić, tylko leżał na posłanku niczym nie zainteresowany. W niedziele rano zagorączkował znów do 39,6. Pojechaliśmy do weta. Kroplówka, leki p/gorączkowe, p/bólowe, rozkurczowe. Po powrocie nadal nic nie zjadł, polizał troszkę wody. Do poniedziałku znów odwodniony. Do szpitaliku. Na dzień wczorajszy, testy na Velv/Viv ujemne, więc to nie kocia białaczka. Dołączyła się żółtaczka, morfologia leci w dół, a Majek nadal w apatii. Usg nie wykazało płynu w jamie brzusznej, jednak wykluczyć do końca FIP nie można :(
Dziś Majek znów jest w szpitaliku...czekamy...
Haniu i Ewuniu, napiszę posta, ale proszę o czas. I o kciuki za to malutkie, cierpliwe stworzonko.
Zniósł dobrze operację, czyszczenie ran, zastrzyki. A w sobotę przestał jeść i pić, tylko leżał na posłanku niczym nie zainteresowany. W niedziele rano zagorączkował znów do 39,6. Pojechaliśmy do weta. Kroplówka, leki p/gorączkowe, p/bólowe, rozkurczowe. Po powrocie nadal nic nie zjadł, polizał troszkę wody. Do poniedziałku znów odwodniony. Do szpitaliku. Na dzień wczorajszy, testy na Velv/Viv ujemne, więc to nie kocia białaczka. Dołączyła się żółtaczka, morfologia leci w dół, a Majek nadal w apatii. Usg nie wykazało płynu w jamie brzusznej, jednak wykluczyć do końca FIP nie można :(
Dziś Majek znów jest w szpitaliku...czekamy...
Haniu i Ewuniu, napiszę posta, ale proszę o czas. I o kciuki za to malutkie, cierpliwe stworzonko.
czwartek, 19 maja 2016
Majek
Od kwietnia pod nasz dom przychodził kot. Bida straszna, chudziutki, wystraszony, brudny. Nie bał się naszych kotów, bał się nas, ludzi. Na nasz widok uciekał natychmiast, jak najdalej...
Wystawialiśmy mu jedzenie przed dom, a gdy było zimno w drewutni zrobiłam mu posłanko. Od niedawna zaczął przychodzić codziennie, aż w końcu głód stał się straszniejszy od strachu. I tak codziennie bliżej, bliżej tarasu i bliżej człowieka. Dwa tygodnie temu poszedł już na wyciągniecie ręki.
Po dwóch tygodniach dokarmiania dobrą karmą wyglądał już dużo lepiej. Zamieszkał w drewutni. Ale nadal nie dał się złapać. Widać było jak jadł, że z pyszczkiem coś nie tak. Nosek się podgoił.
Wczoraj wieczorem koci tata zwabił koteczka do domu. Zaniósł do pokoju na uboczu, i znów pokoik zmienił się na koci szpitalik. Dziś na sygnale do weta. Sprawa ma się tak:
Złamany nos w fazie gojenia, rana cięta wargi, rana cięta łapy tylnej ok. 3 cm, nie można jej zszyć, bo jest szeroka, zropiała. 6 zębów wybite, reszta ząbków zropiała w szczęce. Liczne rany cięte na ciele. Pchły, kleszcze. Kocio przyszedł po ratunek. Wieczorkiem odebraliśmy koteczka z kliniki, po generalnym remoncie. Teraz leży sobie w naszym szpitalnym pokoiku. Zjadł chętnie jedzonko. Cały czas mlaska głośno... ząbków w buzi szuka :)
Teraz już będzie dobrze :)
A ponieważ jest to trzeci maj, w którym do nas trafia kocie nieszczęście, postanowiliśmy dać mu na imię Majek. Może odczarujemy te majowe nieszczęścia kocie.
Zobaczysz Majku, będzie z ciebie jeszcze piękny kocurek :)
Ps.
Znam już historię Majka... ludzie są wstrętni...
Wystawialiśmy mu jedzenie przed dom, a gdy było zimno w drewutni zrobiłam mu posłanko. Od niedawna zaczął przychodzić codziennie, aż w końcu głód stał się straszniejszy od strachu. I tak codziennie bliżej, bliżej tarasu i bliżej człowieka. Dwa tygodnie temu poszedł już na wyciągniecie ręki.
Po dwóch tygodniach dokarmiania dobrą karmą wyglądał już dużo lepiej. Zamieszkał w drewutni. Ale nadal nie dał się złapać. Widać było jak jadł, że z pyszczkiem coś nie tak. Nosek się podgoił.
Złamany nos w fazie gojenia, rana cięta wargi, rana cięta łapy tylnej ok. 3 cm, nie można jej zszyć, bo jest szeroka, zropiała. 6 zębów wybite, reszta ząbków zropiała w szczęce. Liczne rany cięte na ciele. Pchły, kleszcze. Kocio przyszedł po ratunek. Wieczorkiem odebraliśmy koteczka z kliniki, po generalnym remoncie. Teraz leży sobie w naszym szpitalnym pokoiku. Zjadł chętnie jedzonko. Cały czas mlaska głośno... ząbków w buzi szuka :)
Teraz już będzie dobrze :)
A ponieważ jest to trzeci maj, w którym do nas trafia kocie nieszczęście, postanowiliśmy dać mu na imię Majek. Może odczarujemy te majowe nieszczęścia kocie.
Zobaczysz Majku, będzie z ciebie jeszcze piękny kocurek :)
| Taki Majuś Biduś |
Znam już historię Majka... ludzie są wstrętni...
czwartek, 12 maja 2016
Pierwsza próba filcowania
Witam Was serdecznie :)
Od dawna miałam ochotę spróbować. Pół roku temu kupiłam igły oraz czesankę. Nawet sweter miałam przeznaczony na ten cel. Jednak wciąż odkładałam to na kiedy indziej. W końcu nadarzyła się okazja, aby spróbować. Koleżanka poprosiła mnie o obcięcie sukienki, w której wytargały się dziurki. Od razu pomyślałam, że obciąć zawsze można, ale jeśli ufilcuję jakiegoś kwiatka, to może sukienka zostanie uratowana? Efekt nie jest powalający, ale mi się podoba. A co ważniejsze, spodobało mi się to dziubanie igiełkami. Pierwsze koty za płoty, a następne będą jak sobie kupię igły, bo miałam trzy i wszystkie trzy połamałam. Chyba za intensywnie dziubię igiełką :)
No to czas na zdjęcia
Kwiatuszek jest bliżej nieznanego rodzaju.
Osobą, której prace filcowane podziwiam jest niezmiennie Ewa Bera. Kiedyś chciałabym robić choć w części tak piękne filcowane obrazy. Póki co, konkurencji Ewci nie zrobię, choć ogólnie jestem zadowolona z początków :)
A Wy jak myślicie?
Od dawna miałam ochotę spróbować. Pół roku temu kupiłam igły oraz czesankę. Nawet sweter miałam przeznaczony na ten cel. Jednak wciąż odkładałam to na kiedy indziej. W końcu nadarzyła się okazja, aby spróbować. Koleżanka poprosiła mnie o obcięcie sukienki, w której wytargały się dziurki. Od razu pomyślałam, że obciąć zawsze można, ale jeśli ufilcuję jakiegoś kwiatka, to może sukienka zostanie uratowana? Efekt nie jest powalający, ale mi się podoba. A co ważniejsze, spodobało mi się to dziubanie igiełkami. Pierwsze koty za płoty, a następne będą jak sobie kupię igły, bo miałam trzy i wszystkie trzy połamałam. Chyba za intensywnie dziubię igiełką :)
No to czas na zdjęcia
Kwiatuszek jest bliżej nieznanego rodzaju.
Osobą, której prace filcowane podziwiam jest niezmiennie Ewa Bera. Kiedyś chciałabym robić choć w części tak piękne filcowane obrazy. Póki co, konkurencji Ewci nie zrobię, choć ogólnie jestem zadowolona z początków :)
A Wy jak myślicie?
czwartek, 5 maja 2016
Ogrodowo
Witajcie :)
Czas odkurzyć bloga i powitać nowa obserwatorkę, Martę. Cieszę się z Twojej obecności, proszę, rozgość się :)
Czas płynie sobie w swoim tempie, ja spędzam większość czasu w ogrodzie. Większość wolnego czasu, oczywiście. Dni są coraz dłuższe, więc po powrocie z pracy mogę się jeszcze nacieszyć grzebaniem w ziemi :) Rabatki wyplewione, trawka skoszona, można się wyżyć młotkiem na gwoździach.
Mój ogród nigdy nie był i nie będzie ogrodem formalnym, z równiutko wytyczonymi ścieżkami, przyciętym żywopłotem i dróżkami wysypanymi kolorowym żwirkiem. A to dlatego, że ja uwielbiam ogrody naturalistyczne, rozczochrane, w których planowane nasadzenia spotykają się z rodzimymi roślinami. Rok temu stałam się posiadaczką dość sporej ilości oflisowych desek i teraz spełniam swoje marzenia o oflisowych płotach i płotkach. Takie płotki, bardzo mi do natury pasują. Zrobiłam już w ubiegłym sezonie płotek pod lasem, w kąciku hostowo - hortensjowym.
Dziś zabrałam się za kontynuację prac najbardziej zaniedbanej części naszej działki, pomiędzy drewutnią, piwnicą a skarpą. W minione lato powyrywałam chwasty, a skarpę przykryłam agrotkaniną. Posadzone rośliny, mam nadzieję, zarosną i utworzą ładny dywanik. Tuje oddzielają brzeg żwirowej drogi, która służy za parking dla gości. Dalej jest leśny zagajnik. Przymierzałam płotki, które chcę tam zrobić. Na razie jest to tylko próba. Ja wolę oflisy, mąż kratkę. Oceńcie sami (oczywiście, wiem, że obie opcje mogą się nie podobać )
Kratka ma ten plus, że mogę sobie na niej powiesić gliniane doniczki, ale płotek bardziej mi pasuje do leśnego tła. I do płotka pod lasem. I do podwyższonej rabatki ( w trakcie powstawania)
Gliniane doniczki mają miejsce na, jak to określiła Lucynka, parkingu dla tych, co przylatują do mnie na miotle :)
Tak mi mija czas, przepraszam Was, że zaglądam rzadziej, ale sezon ogrodowy jest dla mnie zawsze krótki, i korzystam z niego ile się da.
Paprociom też dobrze u nas :)
I tym zielonym akcentem kończę, właśnie przestało padać i moja ogrodowa towarzyszka już czeka.
Do następnego, papa :)
Czas odkurzyć bloga i powitać nowa obserwatorkę, Martę. Cieszę się z Twojej obecności, proszę, rozgość się :)
Czas płynie sobie w swoim tempie, ja spędzam większość czasu w ogrodzie. Większość wolnego czasu, oczywiście. Dni są coraz dłuższe, więc po powrocie z pracy mogę się jeszcze nacieszyć grzebaniem w ziemi :) Rabatki wyplewione, trawka skoszona, można się wyżyć młotkiem na gwoździach.
Mój ogród nigdy nie był i nie będzie ogrodem formalnym, z równiutko wytyczonymi ścieżkami, przyciętym żywopłotem i dróżkami wysypanymi kolorowym żwirkiem. A to dlatego, że ja uwielbiam ogrody naturalistyczne, rozczochrane, w których planowane nasadzenia spotykają się z rodzimymi roślinami. Rok temu stałam się posiadaczką dość sporej ilości oflisowych desek i teraz spełniam swoje marzenia o oflisowych płotach i płotkach. Takie płotki, bardzo mi do natury pasują. Zrobiłam już w ubiegłym sezonie płotek pod lasem, w kąciku hostowo - hortensjowym.
Dziś zabrałam się za kontynuację prac najbardziej zaniedbanej części naszej działki, pomiędzy drewutnią, piwnicą a skarpą. W minione lato powyrywałam chwasty, a skarpę przykryłam agrotkaniną. Posadzone rośliny, mam nadzieję, zarosną i utworzą ładny dywanik. Tuje oddzielają brzeg żwirowej drogi, która służy za parking dla gości. Dalej jest leśny zagajnik. Przymierzałam płotki, które chcę tam zrobić. Na razie jest to tylko próba. Ja wolę oflisy, mąż kratkę. Oceńcie sami (oczywiście, wiem, że obie opcje mogą się nie podobać )
Kratka ma ten plus, że mogę sobie na niej powiesić gliniane doniczki, ale płotek bardziej mi pasuje do leśnego tła. I do płotka pod lasem. I do podwyższonej rabatki ( w trakcie powstawania)
Gliniane doniczki mają miejsce na, jak to określiła Lucynka, parkingu dla tych, co przylatują do mnie na miotle :)
Tak mi mija czas, przepraszam Was, że zaglądam rzadziej, ale sezon ogrodowy jest dla mnie zawsze krótki, i korzystam z niego ile się da.
Paprociom też dobrze u nas :)
I tym zielonym akcentem kończę, właśnie przestało padać i moja ogrodowa towarzyszka już czeka.
Do następnego, papa :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

