Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

poniedziałek, 2 marca 2015

Post z biedronką :)

Witajcie :)

Lucy postanowiła przywołać wiosnę, bo zimno i ciemno już Jej się znudziło, Zorganizowała więc zabawę we wspólne wołanie wiosny. Tematem przewodnim zabawy jest biedronka.

Trochę trwało, zanim przystąpiłam do swojej biedronkowej pracy. Spowodowały to moje inne zobowiązania oraz brak czasu. Ale rzutem na taśmę, jest! Nie jakieś cudo, jednak biedronki widoczne są i tęsknią za wiosennym słonkiem :)


Jak widzicie jest to ciąg dalszy styropianowych tacek ;)
Proszę nie pytać mnie dlaczego takie małe zdjęcie, nie wiem. Wszystko robiłam tak jak zwykle. Ale mam nadzieję, że biedronki widać.
WIOSNOOOOOOOO PRZYJDŹ !!!!!!


A żeby było weselej, dziś zlewałam swoje wino porzeczkowo-jeżynowe. Jest w kolorze biedronki :) Komu lampeczkę?


Pozdrawiam Was i do następnego :)

Edit:
Wkleiłam zdjęcia jeszcze raz, tym razem z mojego komputera :)

sobota, 21 lutego 2015

Zaległe decu i bieżące drutki

Witam serdecznie wszystkich oraz nowe obserwatorki Marię i Olę oraz Magdę i Mirkę, cieszę się, że zechciałyście zagościć w moich progach, zapraszam na dłużej :)

Niewiele się ostatnio u mnie dzieje robótkowego, a to z powodu choroby naszej Pusi, która niestety do zdrowia nie ma już szans powrócić. Robimy co się da, z lekarzami weterynarii, żeby żyła sobie bez cierpienia i spokojnie.

W wolnych chwilach powstało walentynkowe serduszko dla dwojga. Wisi sobie teraz w naszej sypialni.






Drugą rzeczą jaką zrobiłam, to słój na herbatę. Kiedyś był w nim miód. Miodek został zjedzony, więc szkoda było zostawić taki fajny słoik samemu sobie.








Wreszcie zabrałam się za drutki. Już mi było za nimi tęskno. Przesyt szydełkowych tworków?  Chyba tak. Powstaje więc grafitowe cosio, na wymiankę z Bożenką. Tylko proszę, trzymajcie kciuki, żeby wyszło co ma wyjść, bo schemat co prawda dostępny, ale na dużo grubszą nitkę i druty. Dopasowuję z głowy, zupełna samowola interpretacyjna ;)



Widoczne czerwone i niebieskie nitki, to kordonek, który zastępuje piękne dyndające na drutach markery, a których dyndanie mnie lekko rozprasza. Nie ma to jak peerelowski patent :)

Życzę Wam miłego, ciepłego weekendu :)


wtorek, 17 lutego 2015

Światowy Dzień Kota

Ponieważ to ich dzień, należy się ten post :)

Julek i Batman

Tola
Pies patrząc na swojego pana myśli: daje mi jeść, bawi się ze mną, kocha mnie, dba o mnie... chyba jest Bogiem.
Kot patrząc na swojego pana myśli: daje mi jeść, bawi się za mną, kocha mnie, dba o mnie... chyba jestem Bogiem.

Żeby każdy kotek miał swój domek i kochających ludzi :)

wtorek, 10 lutego 2015

Troszkę recyklingu


Witam wszystkich zaglądających i bardzo dziękuję za Wasze komentarze. Są one dla mnie bardzo inspirujące i radosne :) Czytam wszystkie, choć nie na wszystkie zawsze odpowiadam, jednak wszystkie cieszą mnie tak samo.

Weekend spędziliśmy z dziećmi :) Oczywiście z córcią postanowiłyśmy coś zmalować. Na warsztat rzucone zostały zwykłe styropianowe tacki jakich pełno w dzisiejszych czasach.
Lubię ten moment wybierania serwetek, dopasowywania tła, mieszania farb.
Po wspólnym dekupażowaniu pozostały mi tacki na sztućce, które będą używane do codziennych obiadów.



Na dziś to wszystko, niewiele mam do pokazania :)
Pozdrawiam Was.

Edycja 11.02.2015

Namówiona przez Anię Iwańską i Danusię Kielar, zgłaszam moje tacki na dwa wyzwania, choć nie wiem do końca, czy się załapię.

1. Wyzwanie recyklingowe u Ali

ale punkt 2 regulaminu mówi iż " Praca ma być nowa, wcześniej nigdzie nie publikowana, zrobiona specjalnie na to wyzwanie;"  
ja nie zrobiłam tacek specjalnie na to wyzwanie, tylko zupełnie nieplanowanie.

2. Tackę ze słonecznikiem na wyzwanie u Agaty


tu też mam ale... bo zgłaszam tylko tackę ze słonecznikiem, a w poście mam też drugą z fiołkami.

Myślę, że dziewczyny dadzą mi odpowiedź, czy się załapałam :)

Teraz już koniec :)


czwartek, 5 lutego 2015

Nasza Pusia

Witajcie,
witam serdecznie również Anstahe wśród moich nowych obserwtorów. Cieszę się, że znalazłaś czas i zaglądnęłaś, zapraszam, zostań na dłużej :)

U mnie dni lecą jak oszalałe jakieś. Ostatnie były dość nerwowe. Nasza sunia Pusia, straciła przytomność w nocy z poniedziałku na wtorek. Zdążyła nas powiadomić, że coś się dzieje niedobrego, oszałamiającym skowytem, jakby rozpaczliwe, głośne wołanie o pomoc. Potem przewróciła się bezwładna. W pierwszej chwili myśleliśmy, że to już koniec, ale osłuchałam ją i serduszko biło, bardzo wolno, ale biło. Oddechy niewyczuwalne. Decyzja, jedziemy do kliniki. Gdy ją wzięłam, żeby włożyć do kontenerka, otworzyła oczyska i usiadła. Jednak nie czekaliśmy, zwłaszcza, że serducho przyspieszyło do ogromnego tempa. W klinice podjęliśmy decyzje, że zostanie w szpitalu na obserwacji. Z badania przy przyjęciu wyszła arytmia. I została... boszszszsz... te oczy, które na nas patrzyły jak wychodziliśmy... Nie da się wytłumaczyć psu, że nie zostawiamy jej na zawsze...
I myślałam tylko o tym, że jak tam umrze, to będzie sama, bez nas...
W domu koty do rana szalały jak opętane. Zupełnie nie wiem co w nie wstąpiło. Czy coś czuły?
Już jest dobrze :) Po badaniach krwi, które potwierdziły chorą od lat wątrobę, nic więcej złego nie wyszło. Echo serca wykazało niedomykalność zastawki trójdzielnej i wypadanie płatka zastawki mitralnej. Zmiany zwyrodnieniowe na zastawkach. Zaburzenia przewodnictwa.
W potocznym języku, znaczy to że krew się cofa do tyłu zamiast być przepychana dalej na obwód. Do tego dochodzi nierówne bicie serduszka.
Podajemy nowe leki. Punia większą część dnia i nocy przesypia. W okresach czuwania, jest przytulaśnym psiaczkiem. Najważniejsze, że nic ją nie boli :)
Mamy szczęście mieć dobre weteki w przychodni HYRAX w Krakowie, oraz Klinikę ARKA, całodobowy szpital z przychodnią, który ratuje nam życie w godzinach nocnych i świątecznych :)
                                         *********************************************

A w ogrodzie nadal zima i standardowo goście


                                          ********************************************

Robótkowo nie mam nic do pokazania. Nie znaczy to, ze nic nie robiłam. Robiłam, ale pokazać będę mogła, jak dotrze do nowych właścicielek :)
Robiłam też oczywiście zdjęcia moich prezentów w zabawie "podaj dalej", utwierdzając się w przekonaniu, że namiot bezcieniowy, jest najlepszą kocia budką na świecie.


Tola

Teraz zabieram się za kolejne zobowiazanie, wymiankę z Bożenką.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, które zostawiacie :)


środa, 21 stycznia 2015

Nie mów "problem", mów "wyzwanie"

Witajcie :)
Witam również wśród moich obserwatorów Mirkę, cieszę się, że do mnie zajrzałaś, zapraszam do zostania na dłużej :)

Od dłuższego czasu  podziwiam na blogach frywolitkowe dzieła. Podziwiałam, podziwiałam, aż w końcu zakiełkowała mi w głowie myśl: chcę spróbować. Do tego moja córka kiedyś napomknęła, że chciałaby, abym zrobiła jej frywolitkowe kolczyki. Stwierdziłam, że mam zamiar się nauczyć, ale nie wiem, czy mi wyjdzie. Wtedy dziecię mi powiedziało: mamuś, wierzę w ciebie :). Drugą osoba, która we mnie wierzyła była Bożenka. I jak w takim razie nie spróbować?
Zakupiłam czółenko, spotkałam się z Bożenką, pokazała mi "jak to się je". Nawinęłam nitkę i... pół motka kordonka poszło w kosz. Za nic nie mogłam pojąć jak mam machać rękami, żeby "flipnąć" nitkę. Wszystko wiązało się nie tam gdzie trzeba. Palców raz miałam za dużo, kolejnym razem za mało. Po wielu nieudanych próbach powiedziałam dość. Tak być nie może. Nie będzie mną rządzić nitka.
Wzięłam grubaśny kordonek nr5, nawinęłam na czółenko i pętelka po pętelce, popychając węzełek palcem, żeby wskoczył na drugą nitkę wykonałam pierwszy słupek. I tak węzełek za węzełkiem powstało moje pierwsze frywolitkowe kółeczko :)


Jak już powstało, wtedy Bożenka dała mi zadanie: zrobić kwiatka w jedno popołudnie. Nie, tego się nie da zrobić - pomyślałam. Ale usiadłam z moim grubaśnym kordonkiem i nie rozdrabniając się na pikotki, zrobiłam kwiatuszka krzywuska.


Przy trzecim płatku węzełki zaczęły przeskakiwać same, bez popychania nitki palcem. Teraz próbuję pleść na cienkim kordonku nr 15. Póki co, same kółeczka, luźne, jedno przy drugim. Muszę opanować sztukę robienia słupków między kółeczkami bez zbędnego odstępu. Na razie wygląda to tak




Wiem, że nie jest to mistrzostwo świata, ale bardzo mnie cieszy. I wiem też, że mają rację Ci, którzy mówią, że frywolitka wciąga :))))))))))))

Co myślicie?



sobota, 17 stycznia 2015

Podaj dalej

Witam Was wszystkich bardzo słonecznie i ciepło :)

Całkiem niedawno, bo po świętach BN, zapisałam się na blogu Ewuni do zabawy "podaj dalej". Wczoraj po całym dniu pracy, w domu przywitała mnie czekająca przesyłka :) Oto co Ewcia wykonała dla mnie:
- prześliczny koszyk z papierowej wikliny. Wreszcie mogłam wziąć do ręki, zobaczyć, pomacać w realu jak ma wyglądać taki wyrób. Koszyczek został wykorzystany jako cukierniczek. Wsypałam do niego czekoladki i cukierki :)


- wspaniały notes, ozdobiony tymi cudownymi esami-floresami Ewcinymi. O takim notesie marzyłam od dawna. Nawet sobie planowałam próbę zrobienia ozdobnego notesu. Teraz mam i będzie mi służył tylko i wyłącznie do notatek blogowych (adresów i innych nader przydatnych wiadomości).

- do paczki Ewunia dołączyła piękną, wiosenną karteczkę z podziękowaniem za udział w zabawie.


Ewciu, wszystko co mi podarowałaś jest prześliczne i bardzo się cieszę z tego prezentu :) Dziękuję :)

A teraz ja będę kontynuować zabawę.
Dwie pierwsze osoby, które zgłoszą pod tym postem chęć prowadzenia zabawy, obdaruję prezentami wykonanymi przeze mnie. Jednak wprowadzam do zabawy małą zmianę. Czas na wykonanie i przesłanie prezentu to 6 miesięcy. Dlaczego? Bo rok uważam za okres zbyt długi. Znam osoby, które nigdy się nie doczekały na swoje prezenty, może właśnie z racji tego, że ktoś już zapomniał, że w ogóle miał coś dla kogoś zrobić. A może z nieuczciwości, nie wiem tego, mimo wszystko daję sobie i pozostałym chętnym uczestnikom zabawy czas półroczny.
Czy ktoś zechce pociągnąć dalej ten łańcuszek?

Mam jeszcze jedną informację.
Kiedyś pytałam co oznacza skrót UFO-k w rękodzielniczym świecie. No to już wiem. Dowiedziałam się na blogu http://drutoterapia.blogspot.com/ i przekazuję tę wiedzę dalej ( choć wcale nie wiem, czy komuś to potrzebne tak jak mi :))

 UnFinished Objects - niedokończony przedmiot :)

I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś.
Pozdrawiam Was serdecznie.

Edycja:
Zmazałam to co napisałam w tym miejscu, bo to jakieś bzdury były :)