O mnie

Moje zdjęcie

Kilka lat temu z serca Małopolski przeprowadziłam się na wieś. Teraz to moje spokojne podkrakowskie gniazdo :)
Dzieci odchowałam, mogę się zająć tym co lubię: druty, szydełko, a dzięki ludziom których spotkałam poznaję inne techniki rękodzieła.
Moje wielkie marzenie?  Umieć malować... niespełnione niestety ;)

Kontakt ze mną: efkaraj@interia.eu

Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

niedziela, 9 marca 2014

Post dla Ani/Pawanny i Beaty ...

...ale najpierw witam serdecznie na blogu nowe obserwatorki (tradycyjnie klik w imię, otworzy bloga) kolejną Beatę  oraz kolejną Anię

Pod moim ostatnim postem AniaBeatka  opowiedziały mi o swoich zwierzaczkach. Możliwe, że jesteśmy bardzo różnymi kobietami, ale jedno co nas łączy w realu to na pewno miłość do zwierząt. Dlatego postanowiłam odpowiedzieć na Ich komentarze tutaj, w osobnym poście. 

Beatka
 Ewo,Fiodorek miał bardzo ostry stan zapalny dziąseł a w pyszczku pojawiły mu się aż ropne nadżerki. Weterynarz jak je zobaczył to miał poważne obawy o niego i już myślał o podaniu sterydów, nawet kosztem spadku odporności u Fiodora. Ale ponieważ Fiodor nie ma najgorszych wyników krwi, więc zdecydował się podać antybiotyk o nazwie Convenia, słyszałaś o nim ? To jest antybiotyk najnowszej generacji i podaje się go raz na dwa tygodnie. U Fiodora sprawdził się idealnie + kapsułki na odporność Vetomune. W poniedziałek Fiodor dostanie drugą dawkę tego antybiotyku, więc dlatego jestem dobrej myśli :) 

Bardzo przede wszystkim współczuję Fiodorkowi, bo to straszny ból pyszczałka. Dobrze, że ma Ciebie, bo inaczej bardzo by się nacierpiał i nie miałby szans na życie. Mądry weterynarz to połowa sukcesu, druga połowa, to mądry i kochający opiekun :) Antybiotyk raz na kilka dni też jest dobrym rozwiązaniem, bo kotek się nie stresuje codzienną koniecznością połykania leków. Cieszę się, że jest taka poprawa u Fiodorka. Oby zostało tak jak najdłużej :).
Vetomune znam, moje stworki też musiały je brać na początku naszej wspólnej drogi. O Convenii słyszałam, a raczej czytałam na forum.miau. Nigdy tego nie stosowaliśmy u moich kociastych. Batmanek jak wzięliśmy go z fundacji do domu, miał ok. 7 miesięcy i ważył 1,90. Był przeraźliwie chudy, kręgosłup wystawał mu jak grzebień na pleckach. Pomimo swojej chudości, rzucał się na jedzenie jak zagłodzony. Od razu zauważyłam, że zjada tylko mokre, a suche wyrzuca z pyszczka z charakterystycznym przekrzywianiem łepka. Jak zaglądnęłam mu do paszczy, to aż mnie zmroziło. Cały pyszczek jak rana. Biedactwo umarłoby z głodu pośród pełnych misek. tak wyglądał jak do nas przyszedł

Najpierw brał antybiotyk, nie pamiętam jaki, ale codziennie. Do tego pasta do smarowania dziąsełek i Vetomune. Po dwóch dniach widać było zdecydowana poprawę. Ale niestety okazało się po czasie, że to plazmocytarne zapalenie dziąseł. Nasza wetka powiedziała nam, że można znów podawać antybiotyk, ale to będzie poprawa tylko na kilka tygodni, potem trzeba będzie włączyć sterydy, a najpewniejszym sposobem leczenia jest usuniecie ząbków trzonowych. Teraz mamy Batmanka bezzębnego, ale kły ma długie i pięknie białe, a dziąsełka  już nie bolą :) 
Teraz waży 4,5 kilo i już nie rzuca się na jedzenie :) I jest prawdziwym, rasowym dachowcem :)
Trzymam kciuki mocno za zdrowie Fiodorka :)

Ania/Pawanna
 Ależ Ona piękna! Mam nadzieję, że oczko wyzdrowieje. Wiesz, wielobarwne kociaki przynoszą pieniążki:)
Ja mam trzy psy, z dwoma chodzę na dalekie spacery, a trzeci jest od dwunastu lat ślepy, więc tylko porusza się po ogrodzonym terenie. Ma genetyczną chorobę atrofię siatkówki. Do tej pory radził sobie świetnie tak jakby widział. Ale od dwóch miesięcy stracił resztę zmysłów. Nie słyszy i stępił mu się węch. Był z nim kłopot bo nie trafiał do domu, do miseczki z jedzeniem, nie chciał wychodzić z łóżeczka. Ale wyobraź Sobie jaka jest silna wola przetrwania u takiego zwierzaka. Nauczył się chodzić przy ścianie i przy meblach. Trafia do miski i na dwór. Ma około 15 lat (dokładnie nie wiem bo to przybłęda), będzie jeszcze u nas długo:) Tak się zwierzyłam Tobie, bo widzę, że lubisz zwierzęta, a miałam taką potrzebę wygadania się. Dziękuję za wysłuchanie, Ania.


Aniu, masz wielkie i pełne miłości serce :) Jak to dobrze, że Twoje zwierzątka trafiły właśnie na Ciebie. Mają to, co psiakom najbardziej potrzebne: kochającego człowieka. Są tego warte, bo pies kocha nie za coś, on kocha mimo wszystko i całym sobą :) Wierzę również, że Pixel ( tak wytypowałam, że to o niego chodzi) zostanie z Wami jeszcze na długo. Ma szczęśliwe stado, więc wie, że musi o niego dbać :))))))))))
Wiem jaka jest silna wola przeżycia u piesków, bo mam suczkę, która w tym roku skończy 16 lat. Od kilku lat pomimo leczenia niedowidzi. Od niedawna jest też już głucha. Miała bardzo duże problemy zdrowotne w ubiegłym roku, o których pisałam tutaj i tutaj. Miesiąc trwała nasza walka o przetrwanie, teraz jest wesołą, szczęśliwą sunią. To jest niesamowite, bo człowiek w takim stanie przeważnie się załamuje i poddaje. Powinniśmy brać przykład od tych naszych braci mniejszych.

Dzięki Wam kobitki, też się chciałam wygadać :)
A Eranka coraz lepiej :)

12 komentarzy:

  1. Ewuniu, dziękuję, popłakałam się:) Cieszę się, że w tym blogowym świecie natrafiłam na Ciebie i inne osoby, które ponad wszystko kochają zwierzęta. A ja Ciebie kocham za ten post:) Pozdrowienia ode mnie i Pixela, to właśnie on:) On jest przewodnikiem stada mimo swojej ułomności. Całusy zostawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, tak samo wzruszona byłam pod postem o Erance, gdy przeczytałam Twój komentarz :) I masz rację, cudownie spotkać osoby, które o zwierzętach myślą tak samo jak ja. Niestety w realu, dla wielu ludzi jesteśmy dziwolągami, ale wole być dziwolągiem, niż opuścić najlepszego przyjaciela :)
      Wymiziaj Pixelka(szczególnie), Rexa i Bawarkę.
      Cmok :)

      Usuń
  2. Sam tytuł posta mówi że on jest przeznaczony dla innych fajnych babeczek,więc ja tu nie będę wiele gadać .Dziewczyny są kochane ,kochają zwierzaki ,umieją się nimi zaoopiekować i opowiedzieć o tym tak pięknie.Cóż ja szara mycha też lubię wszelkie stworzonka i z miłą chęcią czytam wszelkie takie opowieści.Trzymajcie się dziewczyny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu, Ciebie miło czytać i gościć, więc cieszy mnie Twój komentarz i to, ze jesteś jedna z osób, które nie uważają nas za odmieńców :)
      Dziękuję i buziole ślę :)

      Usuń
  3. Ewo, tak naprawdę to nie wiem co napisać i przyznaję, że czytając Twój post bardzo się wzruszyłam,że zadedykowałaś go Pawannie i mnie. Dodałaś mi otuchy i przywróciłaś wiarę w to, że warto walczyć o naszych ulubieńców i że, nie jestem w tym odosobniona. Białaczka u kota jest chorobą nieuleczalną i choć Fiodorek ma dopiero rok i cztery miesiące, to wierzę bardzo mocno,że będziemy w stanie złagodzić wszystkie negatywne objawy tej choroby i Fiodorek będzie z nami jeszcze bardzo długo ...
    Wraz z Fiodorem pozdrawiamy Cię bardzo serdecznie oraz wszystkich miłośników zwierząt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko, tak masz rację. Nawet gdyby cały świat uważał, że nie ma sensu, my i tak będziemy wiedzieć lepiej :)
      Fiodorek ma przed sobą jeszcze dużo wspaniałych lat.
      Dzięki Tobie :)
      Trzymam za niego, bo kotki z białaczką mogą żyć i żyć i żyć :)

      Usuń
  4. Nietety kotki i pieski chorują tak jak ludzie.
    I tak samo trzeba o nich walczyć....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego będziemy zawsze się trzymać :)

      Usuń
  5. ano .....kochamy te nasze kluchy ..choć ja kociarą nie jestem ...wolę pieski ...ale kocham i rozumiem tą miłość ...bo czasem wydaje mi się że tak kochać można tylko zwierzęta i że tylko one w 100% odpowiedzą tym samym na naszą miłość
    od zwierzaka nie zaaznasz przykrości , nie zrani słowem ani gestem ...i jest zawsze gdy go potrzebujesz ..niezmiennie ... popatrzcie na wsze kociaki ile cierpienia zaznały ze strony innych ludzi i zwierząt a mimo to oddały się całkowicie
    naiwnie i ufnie ....ludzie tak nie potrafią
    bez urazy w sercu , bez końca , na zawsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Lucynko, wierność od grobowej deski :)
      Też byłam kiedyś psiarą, hehehe, zobaczysz jak to jest, jak kiedyś stanie Ci na drodze kocie nieszczęście, nad którym się pochylisz.

      Usuń
  6. Jejku jaka chudzinka z tego kotka na zdjęciu. Dobrze, że mu pomogłaś. Dobra dusza z Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. My tez się cieszymy, że go mamy Basiu :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy wpisany komentarz :) Są dla mnie bardzo ważne. Dzięki nim wiem, że to co robię, ma jakiś sens.