O mnie

Moje zdjęcie

Kilka lat temu z serca Małopolski przeprowadziłam się na wieś. Teraz to moje spokojne podkrakowskie gniazdo :)
Dzieci odchowałam, mogę się zająć tym co lubię: druty, szydełko, a dzięki ludziom których spotkałam poznaję inne techniki rękodzieła.
Moje wielkie marzenie?  Umieć malować... niespełnione niestety ;)

Kontakt ze mną: efkaraj@interia.eu

Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

środa, 27 stycznia 2016

DIY - naszyjnik z dratwy i koralików

Witajcie :)
Pokazałam na FB swój naszyjnik z dratwy i zostałam poproszona o zrobienie kursiku. W weekend foto-kurs zrobiłam, na FB wkleiłam i pomyślałam, że może przyda się komuś, kto tutaj zaglądnie.

Po tym jak stałam się posiadaczką trzech sporych szpulek dratwy, zamarzyłam o sznurkowym naszyjniku. Najpierw miałam w planach proste niteczki z koralikami umieszczonymi pomiędzy węzełkami. Zaczęłam przeglądać internet, bo nie lubię uczyć się na własnych błędach, a skoro już wcześniej ktoś je popełnił to warto czerpać z tego doświadczenia. Oszczędza to czas i materiał.
I tak sobie spacerowałam po różnych stronach, aż trafiłam na to cudeńko, które jak się okazało zrobione zostało przez Aishę z bloga sznurki i koraliki. Joasiu, Twój naszyjnik był dla mnie inspiracją i nie będę ukrywać, że to łagodne wytłumaczenie odgapienia :)
Nie znalazłam jednak nigdzie jak krok po kroku go zrobić. Ale zdjęcia gotowego  naszyjnika bardzo mi pomogły. Szydełko jest moim przyjacielem więc nie miałam większych problemów.

Zapraszam wszystkich chętnych do wspólnego  dziergania. Zrobimy naszyjnik lekki, niebanalny, pasujacy do letnich sukienek i do wiosennych sweterków. O taki




zaczynamy :) 
1.
Potrzebne będą: dratwa, koraliki 6mm (ok.120sztuk), szydełko grube ( moje 3mm), nożyczki, klej magic, centymetr lub linijka.

 2. 
Koniec nici zaklejamy niewielką ilością kleju, aby w czasie nawlekania nie rozdwajała się. Po całkowitym wyschnięciu kleju nawlekamy wszystkie koraliki. Do tego naszyjnika użyłam kolorowych koralików akrylowych.

3.
Odmierzamy ok. 20 cm nitki. Będzie ona luźno zwisać.

4.
Mniej więcej na 20 centymetrze zaczynamy robić łańcuszek. Dość mocno zaciskamy pierwsze oczko. Pozostałe oczka robimy bardzo luźno. Nie przejmujemy się, gdy oczka wychodzą nierówne.

 5.
Co dziesiąte oczko wrabiamy koralik.
Przybliżamy koralik jak najbliżej łańcuszka, nawijamy nitkę nad koralikiem i przeciągamy pętelkę łańcuszka. Koralik zostaje pod spodem szydełka, w oczku łańcuszka.



I znów 10 oczek łańcuszka. Robimy na długość 80 - 85 oczek. Przy ostatnim oczku, odmierzamy nitkę na taką samą długość jak na początku, odcinamy, nitkę przewlekamy przez oczko zaciskając.

6.
Tak wygląda gotowy, pojedynczy łańcuszek. Dzięki temu, że nitka jest dość sztywna, oczka łancuszka się nie "zapadają" i utrzymują się widoczne dziurki.

7.
Jeśli mamy  w domu koty, to w tym mniej więcej momencie robimy przerwę :)


8.
Jak się kotkowi wreszcie znudzi, dokańczamy nasze sznureczki. Ja zrobiłam ich 15. Dobrze jest koraliki przerabiać zaczynając od różnej ilości oczek na początku łańcuszka. Dzięki temu w gotowym naszyjniku, będą troszkę obok siebie, nie wszystkie w jednej linii.

9.
Początki wszystkich łańcuszków wyrównujemy, zbieramy razem sznureczki i ...

10. 
... zawiązujemy węzełek. Po związaniu, dociągamy jeszcze każdą nitkę z osobna, żeby nic nam z węzła nie wystawało.

11.
To samo powtarzamy z drugiej strony. Sznureczki troszkę różnią się długością, ale o to chodziło.

 12.
Pozostałe na końcach nitki, dzielimy po pięć i pleciemy warkoczyk. Koniec warkocza zawijamy w pętelkę.

13.
Jedną z nitek owijamy ciasno wkoło i smarujemy powstałą obrączkę klejem magic.
Teraz czekamy aż wyschnie. Po wyschnięciu odcinamy jak najbliżej obrączki wystające nitki.


14.
Robimy warkoczyk na drugim końcu naszyjnika, przewlekamy przez pętelkę i zawijamy tak jak poprzednio, uważając na równe odstępy obu warkoczy od węzełków na naszyjniku.

15.
Cieszymy się z nowej biżutki na lato i nie tylko.
Naszyjnik można prać w letniej wodzie z dodatkiem delikatnych środków piorących.



Mój naszyjnik jest wkładany przez głowę. Nie pasowały mi optycznie żadne metalowe zapięcia. Joasia w swoim naszyjniku zrobiła inny patent, również wart podpatrzenia.

Jeszcze jedna uwaga.
Przed zaczepieniem obu warkoczykowych pętelek, można sznureczki lekko zwinąć w rulon, wtedy naszyjnik straci na objętości, ale zyska inny, również ciekawy wygląd.



To tyle w temacie. Jeśli ktoś skorzysta, będzie mi bardzo miło :)

Do następnego, pa :)

Edycja
Joasia/Aisha w komentarzach napisała jeszcze cenne rady:
...ja wolę zapięcie na koralik, albo takie jak w bransoletkach sambala, wtedy jest regulowany, a z tyłu fajnie końcówki dyndają:) Ja u siebie koraliki robiłam specjalnie w nierównych odstępach, raz co 10 oczek, raz co 15 albo mniej, tak jak mi podeszło.
Warto jeszcze dodać, że koraliki lepiej jak są leciutkie, drobne plastikowe/akrylowe lub drewniane. Szklane są za ciężkie i nie ma takiego efektu.


Dziekuję Asiu :)

czwartek, 21 stycznia 2016

Najpiękniejsze poduszki świata

Nie mogę, nie mogę tego Wam nie pokazać. Dlatego pokazuję :)))))


Dusia, niedawno pokazała na "fejsie" poduchy, które uszyła (chciałam dodać linka, ale teraz nie mogę znaleźć), a ja padałam z zachwytu jak je zobaczyłam. I co? Dziś przyjechałam z pracy, a w skrzynce przesyłka w wielkiej kopercie. Wyciągam, patrzę na nadawcę i mało co nóg nie połamałam, tak pędziłam do domu :)))) Mam najpiękniejsze poduszki świata, zresztą sami zobaczcie :)





Zdjęcia trzy, bo na pierwszym widać obie siostrzane, prawie bliźniacze. Na drugim widać, jak pięknie są odszyte, a trzecie pokazuje jak cudownie prezentują się w moim pokoiku na uboczu :)))) Dwie radosne, kolorowe plamki, różane piękności.

Dusiu, jestem niesamowicie szczęśliwa. Nie wiem czym sobie na te prezenty zasłużyłam. Wszystkie podusie od Ciebie mam codziennie przed oczami,  a te dwie urzekają swoim kolorem, fakturą, wzorem i przede wszystkim Twoim Sercem.
Jeszcze raz  bardzo Ci dziękuję :)


poniedziałek, 18 stycznia 2016

Koronkowe poduszki

Witajcie Kochani :)

Bardzo wszystkim dziękuję za dostarczanie mi energii, która niewątpliwie będzie mi potrzebna, żeby wytrwać w karteczkowej zabawie. Bo, że namówiłyście mnie, to już w komentarzach pisałam. Zresztą, przecież to Wy będziecie te karteczki dostawać, to chyba wiecie co mówicie  :)))). Póki co, grzeję żelazko do produkcji kolejnych tekturek, bo na tym będę bazować. Tak sobie założyłam.

A dziś powrót do szydełka. Na jedno z cyklicznych wyzwań u Danutki, pokazywałam czekoladowe poduszki. Dziś kolejne dwie poleciały do koleżanki.
Robione kordonkiem Kaja15, szydełkiem 1,25. Spód jest w kolorze czekoladowym. Poszewki zasuwane na zamek, rozmiar 40x40.


I jeszcze zdjęcie na brązowym tle.


Mam nadzieję, że koleżance się spodobają :)
Przy kartkach dobrze się bawiłam, przy szydełku odpoczywam :)

***

Zima, śnieg, mróz, a lubię ciepło, lato i słońce, ale Eranka to już chyba lekko przegina ...


Na pergoli, jak co roku wisi karmnik dla ptaszków i słoninka. Batmankowi nie daje to spokoju i wciąż kombinuje jakby tu się dostać do tych dobroci :)


Ptaszki w tak zrobionym karmniku są bezpieczne, koty im krzywdy nie zrobią.

 Tyle na dziś, pozdrawiam Was serdecznie i do następnego :)


sobota, 16 stycznia 2016

Nie jestem karteczkowa :)))

Witajcie :)
Witam serdecznie na blogu Marille, white thread oraz Krysię M. Cieszę się, że postanowiłyście spędzić ze mną czas :)

Tytuł posta jest oczywisty. Mówiłam już nie raz i na niejednym blogu. Nowy rok jednak potrafi zaskakiwać i zaskoczył również mnie samą. Czym? Karteczkami :)
W poprzednim poście była kartka na Cykliczne Kolorki, a przy okazji robienia ozdobnych tekturek zrobiłam też trzy inne. I w ten sposób powstały karteczki na wyzwanie u Ani Iwańskiej
"Kartki przez cały rok 2016". 
Zapraszam wszystkich chętnych, którzy karteczki robią, bo warto. Ja raczej nie wytrwam w zabawie (patrz tytuł posta), ale pierwsze próby mam za sobą, więc co wyszło pokazuję. Nie ukrywam, że moją miłością jest szydełko i drutki i na pewno nie zostaną one zastąpione inną techniką. Nie mogę też na dzień dzisiejszy stwierdzić, że więcej kartek nie powstanie, póki co sprawę zostawiam otwartą :)

A zatem przystępuję do prezentacji moich "normalnych inaczej" karteczek okazjonalnych wraz z banerkiem tematycznym na styczeń 2016 :)






I jeszcze kolaż wszystkich trzech



Aniu, dobrze się bawiłam. Większą część czasu spędziłam na poszukiwaniu dodatków i rozklejaniu polepionych palców :) Karteczki włożyłam do pudełka, bo mimo braku finezyjności, szkoda mi poddać je recyklingowi :)

I to by było na tyle. Do następnego :)


środa, 13 stycznia 2016

Białe jest białe

Witajcie Kochani.
Mam zaszczyt powitać wśród moich obserwatorów Czarną Damę. Myślę, że już wcześniej się Lidziu rozgościłaś, ale zapraszam nadal :)))

Macie jakąś moc i siłę sprawczą, żeby zachęcić człowieka do zrobienia czegoś, czego nie robił do tej pory. Czego nie robiłam? Kartek oczywiście. Spacerując sobie po Waszych blogach, karteczki podziwiam coraz piękniejsze. No i tak mnie podkusiło, a co tam, spróbuję.
Zachęcona różnymi  opiniami, jak to się je szybko robi, wzięłam klej, nożyczki, serwetki, koronkę i blok techniczny. Trochę tego mało, ale nic więcej do głowy mi nie przyszło. Natomiast pewne było tylko to, że karteczka będzie biała jak kokosowe wiórki :) Od razu wpisze się na styczniową zabawę u Danutki.
Jak mi szło? Ano przypomniałam sobie dlaczego w szkole na ZPT ( był taki przedmiot kiedyś) nie przepadałam za klejeniem. Zanim wszystko przykleiłam, miałam uklejone całe łapy, a magik klej przez następne dwie i pół godziny wylewał mi się z tubki... Sprawdziłam przed chwilką, wylewa się dalej... czy ktoś wie jak go zatrzymać????

Dobra nie zanudzam Was moją konsternacją nad tubką kleju. Banerek wieszam.


I karteczka :) Moja pierwsza, własna, minimalistyczna. Gwiazdka jest przyklejona po usztywnieniu. Można ja oderwać i powiesić na choince...chyba ;)


Na kartce z bloku nakleiłam serwetkę metodą na żelazko, resztę widać. Z tyłu jest kieszonka na bilecik z życzeniami.





Wiem, że to nie jest arcydzieło, ale spróbowałam, żeby nie było :)))))
Teraz lecę do Stefka, w końcu nie musi samymi cudami się otaczać. Niech się od czasu do czasu zaduma.



piątek, 8 stycznia 2016

Debiut

Witam Was serdecznie w nowym roku. Witam również moją nową obserwatorkę BasięF. Bardzo się cieszę Basiu, że mnie znalazłaś, rozgość się proszę i zostań z nami na dłużej :)

Ten post miał być przeznaczony na Cykliczne Kolorki u Danutki. Jednak gdy zrobiłam swoją pracę postanowiłam nie publikować jej w styczniowym wyzwaniu. Dlaczego? Bo biała dratwa szewska, wcale nie jest biała. "Biała" ma tylko w nazwie, w rzeczywistości jest lekko ecru, bardzo delikatnie, jednak do śnieżnej bieli kokosowych wiórków troszkę jej brakuje.
Mam jeszcze trochę czasu, banerek wisi, więc pewnie następny post napiszę na danutkowe wyzwanie :)

Dziś pochwalę się moim debiutem. Nowy rok zaczynam nową techniką, jakiej jeszcze na moim blogu nie było.
Pewnego dnia mąż przyniósł mi cztery duże szpule dratwy szewskiej, mówiąc: "patrz co znalazłem po tatusiu, na pewno ci się przyda". Szpule są w czterech kolorach: biały, szary, pomarańczowy,czarny i mają ze 25 lat :)))
Dratwa sobie leżała w szafce, czekając na swoją kolej. Wreszcie się doczekała. Plany miałam już od ubiegłego roku, gdy z Dorotką dokonałyśmy wymianki. Nie wiedziałam jak zacząć, jak zakończyć, ale wiedziałam, że jak juz zrobię, to wyjdzie to czego oczekuję :) Odwiedziłam wiele blogów, pooglądałam filmiki i tutoriale i mam! Swój pierwszy naszyjnik z naturalnie lnianych szewskich nici.



Naszyjnik jest mięciutki pomimo dratewskiej sztywności.

Teraz muszę coś wymyślić na wyzwanie u Danutki. Zrobiłam serię nowych gwiazdek, ale bombek, aniołków i gwiazdek chyba wszyscy mamy już dość :) Coś wymyślę ;)

Zatem, do następnego razu, papa :)