O mnie

Moje zdjęcie

Kilka lat temu z serca Małopolski przeprowadziłam się na wieś. Teraz to moje spokojne podkrakowskie gniazdo :)
Dzieci odchowałam, mogę się zająć tym co lubię: druty, szydełko, a dzięki ludziom których spotkałam poznaję inne techniki rękodzieła.
Moje wielkie marzenie?  Umieć malować... niespełnione niestety ;)

Kontakt ze mną: efkaraj@interia.eu

Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)

Obserwują:

sobota, 31 maja 2014

Nie możemy przejśc obojętnie ...

Wczoraj mąż przyniósł do domu malutką dziewuszkę. Bardzo głodną, bardzo chudą, bardzo słabą, oblepioną kleszczami. Kociulka dała sobie wyciągnąć wszystkie kleszcze, nie drapie, nie gryzie, mizia się i chce człowieka. Na razie spędza czas w osobnym pokoju, czekając na miseczkę. Kupka była, siku też, prosto do kuwetki :) W poniedziałek idziemy do wetki. Kotka na pewno jest z któregoś z gospodarstw. Ale: jest wychudzona, bardzo głodna, zakleszczona, coś nie tak ma z pyszczkiem, co okaże się u wetki, bo my nic nie widzimy w buzi.
Kot do nas przyszedł sam, a właściwie przywlókł się, nawet nie miała bardzo siły uciekać. Zaczniemy ją leczyć i na pewno zostanie u nas, może znajdziemy jej domek, ale to musiałby być ten najlepszy.
Czy ktoś może mi zarzucić, że mu ukradłam kota?
Nie pogodzę się z opinią panującą w wielu domach na wsi, że kot ma się sam wyżywić łapiąc myszy. Efekty tego widzę bardzo często i nóż mi się w kieszeni otwiera.



czwartek, 29 maja 2014

Hostowisko pod lasem

Witajcie Wszyscy moi goście :)
Za oknem pada deszcz, co jest plusem, bo do tej pory były tylko ulewy przez ostatnich kilka dni. Od jutra proszę o słoneczko :) Żeby było ciepło i miło i żeby moje koty znów mogły sie wylegiwac swobodnie gdzie chcą, o tak




To były cudowne dni mojego majowego urlopu. Urlopu pod znakiem ogrodu. W poprzednim poście pisałam o zakupionych funkiach. A kupiłam je, ponieważ postanowiłam sobie zrobić pod lasem hostowisko. Nie będzie to jakaś wielka rabata, a raczej hostowy szpaler, który zakończy granice mojego ogrodu. Prawą stronę działki zajmuje Cienisty Zakątek, w którym zmian nie przewiduję. tam maja się tylko rozrastać te rośliny, które zostały zasadzone kilka lat temu.

Druga strona ogrodu jest jeszcze niezagospodarowana do końca. Najpierw myślałam o szpalerze hortensji, jednak wole mieć rośliny zróżnicowane. Tak, aby o każdej porze roku zdobiły to miejsce.
Posadziłam więc moje hosty, a pomiędzy nie dodałam przywrotnik ostroklapowy, tojeść kropkowaną. Na dosadzenie czekają jeszcze tawułki kolorowe, ale na razie przygotowują się do kwitnienia na innym stanowisku, więc przeszkadzać im nie będę.
Przywrotniki są maleńkie, mam jednak nadzieję, że w przyszłym roku pokarzą co potrafią, a potrafią naprawdę wiele :)

Moje hostowisko po pierwszym założeniu.

Było to pierwsze założenie, bo przedwczorajsza ulewa zmyła wszystkie zrębki i cztery najnowsze hosty :(. Zostały tylko dziury w ziemi. Wczoraj wsadzałam je jeszcze raz. Nie miałam już dobrej pulchniutkiej ziemi i teraz rosną sobie w gliniastej próchnicy. Jeśli czas mi pozwoli, będę to miejsce rozbudowywać. W czerwcu mam obiecaną jeszcze jedną hostę, a potem będę zastanawiać się co dalej.
I już nie mogę się doczekać na pierwsze hostowe kwiaty :)

Pozdrawiam Was gorąco i dziękuję za odwiedziny :)

piątek, 23 maja 2014

Mini oczko wodne

Witajcie :)
Witam nowa obserwatorkę Wiolettę, miło Cie gościć i mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej.

Pogoda, słońce, ciepło, gorąco a ja mam zupełnie przypadkowo planowany urlop i już żałuję, że tylko tydzień, a nie dwa. Czas głównie spędzam w ogrodzie wciąż coś poprawiając, przekopując i przerabiając. Jak wiadomo ogród nigdy nie jest skończony, więc i mój od tej zasady nie odstaje.

W planach miałam powiększenie i rozbudowanie hostowiska pod lasem w cienistym zakątku. Dziś przyszły zakupione przeze mnie hosty. Muszę Wam powiedzieć, że otrzymane rośliny wprawiły mnie w szok. Podwójny szok. Nigdy nie kupiłam tak wielkich sadzonek w sklepie internetowym, nigdy też nie dostałam tak błyskawicznej przesyłki. Wczoraj zamawiałam rośliny i zrobiłam przelew, a dziś w południe zapukał do moich drzwi kurier. Sklep wybrałam z wielu ofert na necie i tylko dlatego, że w ofercie były wszystkie rośliny, które chciałam. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę i dlatego postanowiłam pochwalić sklep sadzawka.pl na stronach bloga.
Również kontakt z osobą sprzedającą jest bardzo dobry. Na zadane mailem pytanie, odpowiedź dostałam niemal od razu.Tutaj pełna oferta sklepu, który jak najbardziej polecam http://sadzawka.pl/.
A oto sadzonki, które otrzymałam:

Hosty mierzone od korzeni do końca liści mają wysokość od 40 do 70 cm oraz bardzo dobrze rozrośnięte bryły korzeniowe.

Irysy również mają bardzo duże bryły korzeniowe, pierwszy od prawej ma pąka kwiatowego :)



Iryski za tydzień pojadą w świat. Musiałam im zrobić chwilowe lokum. Na początku miałam w planach zadołowanie ich, jednak zupełnie nie wiedziałam gdzie, w której części ogrodu, na której rabacie? Upał nie pomaga w takich chwilach. Ponieważ są to rośliny lubiące wilgoć, zmieniłam plany i zabrałam się za zrobienie im baseniku. W taki sposób powstało mini oczko wodne, którym się pochwalę :)

Do zrobienia tego oczka potrzebne mi były:
Na początku sprawdziłam czy cebrzyk, jako że lata swoje ma, jest szczelny. Glinianym doniczkom, które czekały na swoją kolej do decupage'u sprawiłam kąpiel. W cebrzyku poukładałam kamienie, mimo tego i tak wszystkie cztery doniczki się nie zmieściły. Czwartą doniczkę, plastikową upchnęłam i na dno dałam agrowłókninę, aby nie wypłukiwała się ziemia.
Do doniczek powsadzałam irysy, a do cebrzyka nalałam wody. Skoro jest oczko wodne, to nie mogło zabraknąć platformy dla spragnionych upałem owadów.

Mnie się podoba, a Wam?
Buziole :)

piątek, 16 maja 2014

Trudne chwile z obróżką Foresto

Witam na blogu Marysię, miło Cię gościć w moich progach :)

Dziś chciałam się z Wami podzielić spostrzeżeniami na temat obróżek przeciwkleszczowych.  Pisałam na początku maja, że kotki dostały obróżki. Po założeniu, kilkanaście minut był płacz i chęć ich ściągnięcia, potem się przyzwyczaiły. Niestety Batmanek w czwartym dniu zaczął drapać szyjkę, w piątym dniu już drapał się cały czas, ocierając również o każdą powierzchnię. Jak był na zewnątrz tarł bokiem szyi o kamyki na podjeździe. W ciągu tego jednego dnia wydrapał sobie futerko w kilku miejscach naokoło, a skóra nie wyglądała dobrze.





Takie zaczerwienione, sączące miejsca miał naokoło całej szyi. Obróżkę ściągnęliśmy, wszystkie ranki smarowałam płynem dezynfekcyjnym 3-4 razy dziennie. Już wszystko się zagoiło. Po ściągnięciu obroży przestał się drapać. Na pewno w ustaniu świądu pomógł płyn do dezynfekcji. Teraz czekamy, aż futerko odrośnie. Rozmawiałam z Panią weterynarz, ale nigdy nie spotkała się z takim działaniem tej obróżki. Mam spróbować przemyć obrożę w zimnej wodzie i założyć ponownie.
Julcio dostał dokładnie te same objawy, dwa dni później. Również obrożę mu ściągnęłam.
Na razie jednak efekt jest taki, że nawet bez obroży nie mają kleszczy. Z tego akurat się cieszę :) Choć z efektów ubocznych nie jestem zadowolona. Póki co, obróżki sobie leżą w puszce.
Wiem, że właściciele psów są bardzo z tych obroży zadowoleni. Podobno sprawdza się bardzo u kotów. U mnie się nie sprawdziła.

Na polu leje i wieje. Życzę wszystkim słoneczka i ciepłej aury :)

niedziela, 11 maja 2014

Opowieści z mchu i paproci

Ogród jaki jest każdy widzi... nie zawsze. Przechadzając się po ogrodzie lub siedząc z kawką w miejscach do tego przeznaczonych, podziwiamy plamy kolorowych rabat, upajamy się zapachami kwiatów i uspokajamy skołatane nerwy słuchając śpiewu ptaków i buczenia pszczół. Może pochylimy się czasem nad kępą kolorowych bylin, dotkniemy delikatnie płatków rozpostartych w słońcu i posłuchamy głosu ogrodu.
A ja uwielbiam te zakamarki, na które inni nie zwracają uwagi. Lubię przysiąść na pniu w cienistym zakątku i słuchając leśnych bajań przyglądać się na mistrzów tła. Niedoceniane, to właśnie one zamykają w swoich ramach piękno swoich większych towarzyszy. Mchy i paprocie.

Kopytnik

Wydawałoby się, że panuje tutaj ogólny nieład, ale nie,  każda roślinka ma swoje miejsce, swój czas i swoje zadanie do spełnienia. Może się rozwijać bez wytyczonych ściśle granic i sekatora.

Tojeść rozłogowa



Jasnota Gajowiec




Jest też malutki czerwony gościu wcinający z apetytem konwaliowe listki, ech... smacznego ci :)

Poskrzypka leśna


środa, 7 maja 2014

Spacer po ogrodzie

Witajcie :)
Majowe dni wreszcie zrobiły się troszkę cieplejsze. Po pracy wchodzę sobie do ogrodu i czekam aż kwiaty pokażą swoje piękno. Powiem Wam, że już nie mogę się doczekać, aż wszystko będzie kwitło i pachniało. Codziennie oglądam każdą roślinkę z nadzieją, że na pewno jest większa niż wczoraj :).
Jednak przyroda ma swój rytm, swój czas i nic nie przyspieszy jej tempa rozwoju.

Ja mogę tylko pokazać Wam moje ulubione ogrodowe kąciki.


W cienistym zakątku na razie widoczne są głównie paprocie, ale rosną tam również funkie, parzydło leśne, bodziszek, naparstnice, języczka Przewalskiego i tawułki.

Spod lasu pod parasolem z liści leszczynowych widać dom otulony jałowcami, bzami i złotlinem.


Niedługo zakwitną w pełni moje dwie majowe królowe: azalia Persil pokazuje już swoje piękno,


oraz azalia Anneke, pąki ma różowe, ale kwiaty są soczyście żółte.
 

czwartek, 1 maja 2014

Niech się święci pierwszy maja ...

Pamiętacie to hasło? Ja pamiętam. Najpierw był pochód, kolorowo, radośnie.I zawsze była piękna pogoda. Pochody oglądałam z okna w pracy u mojej mamy. Bardzo chciałam wtedy dorosnąć i nosić wielką flagę, albo jakiś napis olbrzymi, wymachiwać szturmówką... Potem dorosłam i już zrozumiałam. Szkołę średnią z tego okresu wspominam jako ciągłą walkę o niechodzenie na pochody i niebycie w ZSMP. Kurcze, przez cztery lata miałam obniżone zachowanie na świadectwie, bo nie chodziłam na pochody pierwszomajowe ze szkołą i nie byłam członkiem ZSMP   ( co jak co, ale w członka to ja się nie daję robić;)). Dobrze, że te czasy minęły.
Dziś jest to święto grillowe niemalże :)  A ja znów zapomniałam uszyć flagę. Zaraz siądę przy maszynie i może uda mi się ją wykonać. Co roku sobie obiecuję, a potem przechodzą dni majowego weekendu i zapominam... do następnego maja :)

A w maju w moim ogrodzie kwitną bzy...a ten zapach...


Pod lasem rozwija się paprociowy gąszcz.


Niestety jest też nawał kleszczy. Kociaki dostały obróżki Foresto, bo zakrapianie karczków nic nie daje. Batmanek przeżył to najgorzej, wpadając w atak ostrej histerii. Ale już jest dobrze, a na rączkach najlepiej :)


Eranka jak na damę przystało, unika promieni słonecznych :)

A Julcio poszedł na polowanie i tyle go widzieli.

Pozdrawiam Was wszystkich majowo, witam na blogu foggię i pędzę do maszyny, może w końcu będę miała tę flagę ;)

Edycja godz. 12.50
Mam :) Biegałam z ta flagą jak "kot z pęcherzem". W końcu znalazłam jej miejsce na pergoli przed domem. Mam nadzieję, że nie będzie padał deszcz.



Spokojnego wypoczynku majowego :)